Od dwóch dni zaczęłam trening wyciszający, tzw. Medytację Wyciszenia (można o niej przeczytać tutaj:

Wprowadzenie do Medytacji Wyciszenia – metody odpoczynku psychicznego dr. Mearesa

). Zazwyczaj podchodzę sceptycznie do wszystkiego co ma w nazwie „medytacja” gdyż kojarzy mi się z religią wschodu/jogą/buddyzmem/czy mnichami tybetańskimi 😉 Jednak w tej metodzie medytacja występuje chyba tylko w nazwie. Ogólnie rzecz polega na… nic nie robieniu.. Co, wbrew pozorom może być bardzo trudne. Szczególnie dla kogoś kto cierpi na nerwicę i musi być cały czas na przysłowiowym stand by’u.

No właśnie bo prawdziwy relaks nie polega na walnięciu się do łóżka lub na kanapę. Zauważyłam już nie raz, że gdy chcę się zrelaksować to ciało może i odpoczywa, ale wewnątrz wszystko jest napięte, a natrętne myśli nieustannie utrzymują mnie w stanie niepokoju. Dlatego w tej metodzie nie myślimy i niczym tylko o ‚odpuszczeniu’ rozluźnieniu ciała, a co za tym idzie i umysłu.

Pierwszy raz był straszny. Usiadłam na krześle i przez 5 minut musiałam siedzieć z zamkniętymi oczami i wyluzowanym ciałem. Przyznam, że w między czasie nie wytrzymałam i musiałam podpatrzeć. Jak zamykam oczy zdaje mi się, że wszystko mi wiruję i zaraz niechybnie spadnę z tego krzesła. Następnym razem spróbowałam na ziemi. Tam czuję się bezpieczniej, ale chcę wrócić do krzesła.

Czy to pomaga? Trudno powiedzieć.. Za krótko, żeby ocenić. Nie doświadczyłam takich anomaliów o których piszą inni, że np ich wiecznie zimne dłonie i stopy podczas tych ćwiczeń robią się cudownie ciepłe. Wierzę, że tak się dzieje ze względu na spokojny przepływ krwi do całego ciała. Serce zwalnia rytm i już cała krew nie odpływa z kończyn by chronić serce – tak jak to dzieje się w przypadku napadów lęku. Jednak z pewnością mogę powiedzieć, że pod koniec tych 5 minut robi się naprawdę przyjemnie. W zasadzie już nie chcesz żeby się kończyły. Więc mogę śmiało stwierdzić, że choć na chwilę czuję się po tych ćwiczeniach lepiej. Spokojniej, świadomiej..

Dziś ogólnie czuję się dobrze, ale zasadą tych ćwiczeń jest aby je wykonywać nawet w te „dobre dni”. Wówczas ciało będzie się uczyć dobrych nawyków i będzie mogło łatwiej odnaleźć spokój w sytuacjach trudnych.

Z czasem mam zamiar zwiększyć czas ćwiczeń. Myślę że jednorazowo warto posiedzieć 10 min. I tak np 2 razy dziennie.

Podjęłam tę metodę, bo po pierwsze – nic nie kosztuje i na pewno nie zaszkodzi, więc warto spróbować. A po drugie i najważniejsze – myślę, że mojej Dzidzi przyda się taki czas wyciszenia z mamusią codziennie.

dziewiecmiesiecyzlekiem.blog.pl