Proces zmian ruszył i już nie było odwrotu. Chociaż bywały nawroty i kryzysy, to już nigdy nie wróciłam do punktu wyjścia. Cały czas się rozwijam. Nawet jak spotykają mnie tragedie lub kryzysy, to po niezbędnym przestoju na „lizanie ran” widzę u siebie kolejny skok w rozwoju. Niezmiernie mnie to cieszy i daje napęd do życia pomimo trudów. Daje też poczucie szczęścia pomimo przytrafiających się nieszczęść, a przede wszystkim balans i poczucie równowagi.

Dowiedziałam się o rozwoju w obszarach: biologicznym (rozwój fizyczny), duchowym (religia, sztuka), psychicznym (kształtowanie własnego ja, osobowości) i społecznym (kontakt z innymi ludźmi). Ważną informacją było, że współuzależnienie zaburza funkcjonowanie w tych dziedzinach z powodu swoistej reakcji na sytuację, żeby poradzić sobie z cierpieniem. Aby móc z tego wyjść niezbędne jest uświadomienie sobie, że stosuję szkodliwe sposoby adaptacji do stresu. W życzliwej i nieoceniającej atmosferze grupy terapeutycznej miałam przestrzeń do analizowania tego, co mnie spotkało, wyciągania wniosków i rozmów z ludźmi, którzy rozumieli moje problemy i co najważniejsze nie krytykowali mnie i nie lekceważyli. Tam naprawdę czułam, że jestem ważna, podobnie jak pozostała część grupy. Dzięki temu coraz chętniej wyrażałam słowami co myślę i czuję. Zaczęłam na powrót dbać o swoje ciało, wróciłam do regularnych ćwiczeń i zadbałam o zdrowie i urodę. Za tym poszło lepsze myślenie o sobie i akceptacja siebie. Kończyły się huśtawki nastrojów. Pierwszy raz doświadczałam różnych form relaksacji i zapoznałam się z medytacją. Wtedy to była tylko namiastka, ale stała się zalążkiem, który później po latach wykiełkował i zaczął się rozrastać. O medytacji napiszę innym razem więcej, bo uważam ją za jedno z lepszych narzędzi do utrzymania równowagi i zdrowia. Znakomicie sprawdza się przy nerwicach, niepokojach, bezsenności. Obecnie dzięki niej mam bardzo dobry kontakt ze sobą i czerpię dużo radości z bycia tu i teraz. Dużo więcej czuję, widzę i słyszę, jest to jednak efekt wielu lat ćwiczeń. Dzięki temu łatwiej jest mi zachować pozytywne myślenie, akceptację siebie i innych, a także radzić sobie z trudnymi sytuacjami.

Wtedy jednym z ważniejszych zadań było rozpoznawanie uczuć pojawiających się bezustannie na skutek myśli, zdarzeń i zachowań, przez co dowiadywałam się jaki jest mój stosunek do świata zewnętrznego i mój kontakt z nim. Powoli się uczyłam, że nie ma uczuć dobrych i złych, tylko że coś mi służy lub nie. To trudne, do dziś uczę się akceptować tzw. złe emocje i już wiem, że informują mnie o tym, że: przekraczane są moje granice, ktoś nie ma dobrych zamiarów wobec mnie, chce mną manipulować, stosować wobec mnie przemoc, grozi mi niebezpieczeństwo, ktoś chce skrzywdzić mnie lub kogoś z moich bliskich lub, że sama zapomniałam o swoich potrzebach. Tak naprawdę najkrócej można powiedzieć, że emocje przyjemne towarzyszą nam wtedy, gdy zaspokojone są nasze potrzeby, a nieprzyjemne – gdy nasze potrzeby z jakichś powodów zaspokajane nie są. Najlepiej widać to u dzieci, one pokazują emocje bez zahamowań i można od nich się uczyć. Ja zostałam nauczona, że należy tłumić smutek i płacz. Z jakichś powodów miałam przyzwolenie na złość, ale na smutek nie. Nauczyłam się maskować te emocje skutecznie, mój mąż kiedyś stwierdził, że nie pamięta kiedy widział żebym płakała. Inna sprawa, że jeżeli już nie mogłam wytrzymać, to płakałam w poduszkę, gdy nikt tego nie widział. Kiedy emocje są tłumione tracimy kontakt z uczuciami i w konsekwencji z rzeczywistością. To rodzi następstwa zdrowotne i zachwiania równowagi psychicznej. Tłumione uczucia wybuchają niekontrolowane.

Bardzo przydatne okazało się prowadzenie dzienniczka emocji. Każdego dnia wieczorem robiłam podsumowanie dnia. Przypominałam sobie różne wydarzenia, a także co wtedy myślałam i zapisywałam to. Drugim elementem było co widziałam, słyszałam, czułam zmysłami, a trzecim element wydarzenia i emocje związane z nim. Następnie podkreślałam kolorem czerwonym emocje nieprzyjemne, a zielonym przyjemne. Prowadziłam ten dzienniczek przez parę tygodni. Dzisiaj jak medytuję to skupiam się na tym, by powiązać myśl z pojawiającą się emocją i odczuciami w ciele. Dzięki wyćwiczonej uważności robię to niemalże instynktownie „skanując” swoje ciało wielokrotnie w ciągu dnia.

autor – źródło: mojadrogadosiebie.blog.pl/