Dzisiaj chcę napisać co może być dla ciebie pomocne w utrzymaniu kontaktu z ciałem i oddechem. Z licznych warsztatów, z których korzystałam, najbardziej zapadły mi w pamieć Bioenergetyka Lowena i Metoda Feldenkraisa. Obie przypominają tai chi, z tym, że Lowen oprócz waloru czysto fizycznego, ma także wymiar terapeutyczny. Podczas różnych ćwiczeń docieramy do emocji uwięzionych w ciele i pozwalamy dać im ujście. W Polsce są już szkoły uczące tej metody i coraz częściej można spotkać się z warsztatami Lowenowskimi. Szczerze polecam jeżeli masz problem natury emocjonalnej a nie wiesz co jest źródłem.

Podczas ćwiczeń miałam możność obserwowania jak ludzie uwalniają się z zalegającej w nich złości. To najczęściej niechciana emocja, tłumiona latami. Nawet nie bardzo wiadomo z jakiego powodu, tak stara to historia. Ja też podeszłam do takiego ćwiczenia (wcześniej już to opisywałam) i nie było dla mnie zdziwieniem, że emocją jaka we mnie najsilniej rezonuje jest smutek i tęsknota za nieżyjącym synem. Akceptuję ten stan i pozwalam sobie na przeżywanie go gdy daje znać o sobie. Dzięki akceptacji łatwiej mi z tym żyć, chociaż wiem, że te uczucia nigdy na stałe mnie nie opuszczą. Poradziłam sobie z rozpaczą i przeżyłam ją, w pełni akceptując jej rozmiar i siłę. Będąc w dobrym kontakcie ze swoim ciałem wiem, że jest ono słabe i jeszcze się nie zregenerowało po traumie. Czuję to i też akceptuję. Wiem także, że to ulegnie zmianie i wróci moja energia. Dzięki ćwiczeniom czuję jak moje ciało się usprawnia a dzięki uważności nie „przegapiam” emocji powstających w mym ciele z powodu różnych myśli czy zdarzeń.

Jeżeli chodzi o Metodę Feldenkraisa to nie ma w niej miejsca na emocje ale jest za to dużo przestrzeni i czasu na naukę swojego ruchu. Ta metoda jest mniej znana w Polsce niż Bioenergetyka Lowena. W Krakowie jest terapeuta Paweł Wójtowicz, który regularnie prowadzi takie warsztaty oraz rehabilitację dla niepełnosprawnych. Jest dosyć aktywny i jeździ po Polsce z warsztatami. Na jego stronie można znaleźć harmonogram. Jesienią miałam możliwość skorzystać z dwudniowego warsztatu i chociaż na początku byłam znudzona, to po dwóch dniach ćwiczeń poczułam tak dużą różnicę, że postanowiłam, że niedługo skorzystam ponownie.

To dosyć żmudne ćwiczenia serwowane w postaci lekcji. Każda lekcja trwa półtorej godziny i dotyczy jakiegoś ruchu i związanego z nim obszary ciała. Metoda ta opiera się na obserwacji niemowląt, jak uczą się siadać, wstawać i chodzić. Trochę to zabawne „zapomnieć” i uczyć się na nowo przewracać się z pleców na brzuch i z powrotem na plecy. Niesamowicie ciężką pracę wykonują niemowlęta 😆 . Jeden przewrót tam i z powrotem trwa godzinę i jest prowadzony przez terapeutę. Mówi cały czas co mamy robić. Ciekawe doświadczenie, po każdej lekcji obserwowałam u siebie różne odczucia w ciele. Po pierwszej lekcji miałam wrażenie, że urosłam i jestem wyższa, jakby bardziej wyciągnięta. Zaobserwowałam też i poczułam wyraźnie, że z wydechem łatwiej się pracuje. teoretycznie wiedziałam już dawno, przy tych ćwiczeniach pierwszy raz poczułam to tak wyraźnie. Po drugiej lekcji, na której ćwiczyliśmy leżąc na brzuchu (kolejne 1,5 godz) i sprawdzając możliwości naszych pleców (nudziłam się) i potem z powrotem na brzuchu, poczułam jak moje ciało zrobiło się bardziej plastyczne i rozluźnione. Leżąc czułam, że bardziej przylegam do podłoża a po wstaniu i zrobieniu paru kroków zauważyłam że moje plecy i biodra są znacznie rozluźnione a chód jest elastyczny.

Wiele ruchów było dla mnie nowych i sprawiało mi pewną trudność, jednak ideą jest by nie robić nic na siłę tylko próbując po trochu jak małe dziecko uczące się dopiero tych ruchów i próbujące różnych partii mięśni aż do skutku w innym trybie działania. Potem przychodziła lekkość wykonywania ćwiczeń. Ruchy nagle stawały się płynne i bez większego wysiłku „robiło się samo”. Ćwiczeń nie wykonuje się gdy czuje się ból, choćby minimalny. To oznacza, że staram się przekroczyć swoją granicę. Te ćwiczenia wyrabiają też cierpliwość. nagrodą jest radość i zadowolenie z wykonanej lekcji i przyjemne odczucia w ciele.

Drugiego dnia mieliśmy lekcję stania i chodzenia, leżenie na wznak i obserwowanie pracy stóp. Jak stoję? Jak myślę, że stoję? Jak czuję, że stoję? Jak spojrzę, to czy, to co widzę odpowiada moim wyobrażeniom? Zdziwisz się ale niekoniecznie! Jak idę z zamkniętymi oczami, to skąd wiem, że zbliżam się do człowieka lub ściany? Którą stopę wysuwam pierwszą, czy wykonuję ruch na wdechu czy wydechu? Jak postawienie stopy przekłada się na ruch całego ciała? Czy idąc czuję ruch miednicy, pleców, szyi i głowy? Byłam zaskoczona, że pomimo bólu nadużywam jednej strony i jest przeciążona od dłuższego czasu. Po zakończeniu lekcji zmieniło się odczuwanie w stopach podczas chodzenia i wyobrażenie układu stóp pokrywało się z tym co zobaczyłam otwierając oczy.

Jak wspomniałam ćwiczenia wydawały mi się nużące i byłam zmęczona. Po dwóch dniach jednak poczułam rozluźnienie jakiego nie doświadczyłam wcześniej pomimo wielu lat uprawiania tai chi. pierwszy raz też poczułam jak pracują moje plecy gdy idę a także ramiona. To niesamowite uczucie utrzymuje się bardzo długo. Mija czwarty miesiąc a ja nadal cieszę, się chodząc z uważnością, ruchem pleców, ramion i bioder. To bardzo przyjemny stan. I jak na początku nie miałam ochoty na powtarzanie, to teraz widząc, że za miesiąc szykuje się kolejne spotkanie z Pawłem już wiem, że pojadę. Jak lubisz ćwiczenia i kontakt ze swoim ciałem, gorąco polecam.

Obie metody można znaleźć na You Tube.

autor – źródło: mojadrogadosiebie.blog.pl/