Krzysztof Jaxa Kwiatkowski

Od kilku dekad jestem w drodze. Czasem przysiądę na dłużej tu czy tam ale generalnie jestem w ciągłej podróży. Nie jestem wcale jakimś wyjątkiem. Każdy z nas jest w podróży. Nawet jeśli nie podróżujemy z fizycznego punktu A do punktu B to podróżujemy przez nasze życie. Dosłownie. Każdego dnia przejeżdżamy przez kolejny jego etap. Dokąd idziemy? Gdzie podróżujemy? Spotykam po drodze wielu ludzi. Tych podrożujacych przez życie i tych podóżujacych przez świat. Biednych, bogatych, brzydkich, pięknych, zdrowych i chorych, robiących kariery i ideowców… I wygląda na to, że wszyscy poszukują szczęścia! A jeśli go poszukują to znaczy, ze szczęśliwi do końca nie są. Każda czynność w życiu jaką wykonujemy (każda jedna! – i warto się nad tym chwilę zastanowić) ma przynieść nam satysfakcję i dobre samopoczucie. Chcemy czuć się szczęśliwi i spełnieni. Poczucie szczęścia jest celem życia! Nawet osoby, które krzywdzą innych ludzi czy działają na szkodę świata też robią to aby samemu czuć się szczęśliwymi!
A jednak wszyscy się z czasem rozczarowujemy. Poczucie szczęścia jest mgnieniem, jest chwilą, jest zaledwie mglistym błyskiem jakiegoś podświadomego wyobrażenia. Pozorna stabilizacja jest zawsze też chwilowa i dająca złudne poczucie szczęścia, bo wszystko płynie, wszystko się zmienia, życie ma postać rwącej rzeki. Za dłuższą lub krótszą chwile znów wpadamy w jej nurt i płyniemy pogrążając się od czasu do czasu w odmętach spraw. Chcemy na siłę zatrzymać te stabilną chwilę, mocujemy się z dynamicznym życiem, staramy się złapać króliczka szczęśliwości ale… jest to niemożliwe. Jest to po prostu niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ jedyną rzeczą pewną i stałą w życiu są jego dynamiczne zmiany.
Rozglądnijmy się dookoła. Zakochane w sobie narcystyczne media i rządy ogłaszają kolejny etap rozwoju ludzkości. Ludzie biją brawo, że lecimy na Marsa, mamy nowego mistrza boksu, wyprodukowaliśmy super silnik do Mercedesa lub że stworzyliśmy kolejne trójwymiarowe arcydzieło filmowe. Wszystko dobrze i fajnie tylko w czym tak naprawdę jesteśmy lepsi od wcześniejszych kultur czy pokoleń? Tak naprawdę w niewielu aspektach. Wojny nie zniknęły a zaledwie przycupnęły czekając na kolejne swoje 5 minut (lub przesunęły się o kilkaset kilometrów dalej). Nasilają się konflikty, egoizm, wrogość, podziały polityczne, ekonomiczne i religijne, narcyzm. Ziemia jest coraz bardziej degradowana i niszczona w imię rozwoju i postępu technicznego, z którego zresztą korzystają nieliczni, uprzywilejowani beneficjenci systemów. Zanika braterstwo i jedność, pokój jest wymiarem absolutnie tymczasowym. Króluje chamstwo, agresja, upadek moralny, nienawiść, skrajne współzawodnictwo, bezwzględna konkurencja.
Przy okazji odbywających się w Polsce wyborów prezydenckich można zobaczyć jak kilka przeciwstawnych sobie obozów „politycznych” walczy w imię egoizmu i sztucznej identyfikacji z przyjętymi poglądami. To jest prawdziwa katastrofa! Ludzie są podzieleni, wrogo do siebie nastawieni, nienawidzący się nawzajem, opluwający i poniżający jedni drugich. Z powodu jakiś bliżej nieokreślonych egotycznych poglądów, które są też wyłącznie wytworem wyobraźni!! Płacze, dramaty, uniesienia, rozdzieranie szat, wpadanie w euforię! To jest dopiero prawdziwa schizofrenia! Nikt nie walczy o wspólne dobro. Każdy za to walczy o swoje dobre samopoczucie i egoistyczne wyobrażenie o szczęściu…Dlaczego tak postępujemy? Dlaczego tak się dzieje? Skąd w ludziach tyle negatywnych energii?
Pamiętamy wszyscy przypowieść o Syzyfie. Powtarzając w kółko tę samą bezsensowną czynność osiągniemy te same marne rezultaty (pomimo, ze ślepo wierzymy, że kiedyś nam się uda). W przypadku Syzyfa kamień stacza się za każdym razem na sam dół (olbrzymi kamienny głaz symbolizuje w micie świat materialny) a on sam po wszech czasy będzie próbował szczęścia od początku. Prace syzyfowe symbolizują ludzką walkę o szczęście w świecie iluzji. Tego głazu nie da się wytoczyć na samą górę bo zarówno ten wymiar jak i sama góra są iluzją. Nie trzeba powtarzać tego wysiłku bo on nic nie da. Ale wyglada na to, że pomimo otrzymanych razów prosimy się o jeszcze. Tak jakbyśmy byli niezbyt rozgarnięci lub wręcz nieinteligentni. Do wysiłku zachęcają nas „wielcy” tego świata ale też my sami zagrzewamy się do boju stając do wyścigu, w którym nie ma zwycięzców… Co powinien zrobić Syzyf? Nic. Usiąść pod górą, zapomnieć o kamieniu i po prostu szczęśliwie żyć…
Oddaliliśmy się od innych ludzi. Oddaliliśmy się od samych siebie. Brakuje nam człowieczeństwa. Nie chodzi tu o wielkie słowa ani o intelektualną egzaltację. Zupełnie nie o to. Całość życia postrzegamy na zewnątrz. Rodzimy się, edukujemy, uczestniczymy w życiu społecznym, zakładamy rodzinę, płodzimy dzieci, robimy karierę lub nie, starzejemy się, a w międzyczasie spędzamy czas na rozrywkach i… identyfikowaniu się z własnym ego. W życiu codziennym nie ma, lub jest bardzo niewiele czasu na refleksję i zastanawianie się nad sensem istnienia (a rozrywki materialne znakomicie nas odciągają od głębszych refleksji). Przechodzimy przez życie w przeświadczeniu, że tak ma być, że jesteśmy małpą, że mamy dostarczyć sobie wszelkich przyjemności materialnych i zmysłowych (nawet jeśli wykorzystujemy innych do zaspokojenia swojego dobrego samopoczucia) aby na końcu umrzeć i rozpłynąć się w niebycie. Koniec kropka. Czyż to nie jest zbyt płytkie?
Zakładamy więc, że nie różnimy się od konia, świni, psa czy kota. One też chcą zjeść, wyspać się, rozmnożyć i spędzić trochę czasu pomiędzy innymi osobnikami tego samego gatunku.
Ale to niezupelnie tak. Człowiek jest wyjątkowy na tej planecie. Człowiek nie jest zwierzęciem (co tym bardziej nie upoważnia go to do gorszego traktowania zwierząt ani do ich mordowania panowie myśliwi!!). Człowiek posiada zdolność do wewnętrznej refleksji i empatii. Zapomnieliśmy o wewnętrznym świetle, o wewnętrznej inteligencji, o dosłownym fizycznym i mentalnym zwracaniu się do swojego środka. To tam istnieje jedyny prawdziwy świat. To jest cel podróży przez życie. Świat zewnętrzny jest w pewnym sensie iluzją, tymczasowym mirażem – bo i tak umieramy, zostawiając ten świat za sobą. Po co więc zabiegać o coś co z gruntu jest nietrwałe? Po co uczestniczyć w wyścigu, który nie ma mety ani zwycięzców?
Świat wewnętrzny odwzorowuje cały świat, cały kosmos, wszystkie wymiary. Poprzez poznanie siebie można zrozumieć sens istnienia. To tutaj można doszukać się trwałego szczęścia a nie tego chwilowego, zbudowanego na przeświadczeniu, że szczęście da nam kariera czy kolejny dom i mercedes. Szkoda jest czasu i życia na takie zabawy.
Bez faktycznej praktyki i głębokiego zrozumienia nie osiągniemy celu ani żadnego postępu. To jest prawdziwa walka o wyrwanie się z objęć materialnej i egotycznej rzeczywistości. Wewnątrz każdego człowieka znajduje się olbrzymi potencjał i bezkresne pokłady inteligencji, miłości, monistycznej całości. Wszyscy ludzie są częścią tego olbrzymiego oceanu, którego nie widać dopóki nie wejdziemy do środka. Do siebie, do wewnątrz.
Gdy poznamy siebie możemy wtedy odgrywać role zewnętrzne w materialnym świecie. Gdy nie rozumiemy siebie jesteśmy zaledwie karykaturą swoich egotycznych wyobrazeń. Ze szkodą dla siebie, dla innych, dla świata.
Pisząc o duchowym wymiarze nie mogę się jednak powstrzymać od poczynienia pewnej szczególnej uwagi. Duchowość nie polega na ślepej identyfikacji ze swoją religią! To jest kolejny korytarz bez wyjścia! Nie mylmy duchowości z przywiązaniem do religii. W dzisiejszych czasach religie najczęściej nie mają nic wspólnego z duchowością a stały się nośnikiem politycznej myśli i emocjonalnej manipulacji. Duchowość i świat wewnętrzny nie dotyczy tego materialnego wymiaru!! To jest największa pomyłka w nauczaniu Kościoła i religii we współczesnym świecie! Ślepe stawanie po stronie religijnych przywódców czy liderów powołujących się na wartości religijne nie ma nic wspólnego ani z samym Bogiem ani duchowością. Działalność Kościoła powinna ograniczać się tylko i wyłącznie do wymiaru „boskiego”, „świata wewnętrznego”, świata niematerialnego. Sprawy ziemskie (materialne) nie powinny pozostawać w jakiejkolwiek strefie zainteresowania Kościoła bo nie o tym wymiarze Kościół ma nauczac. Kościół jest od nauczania sposobów wejścia w życie duchowe i dalszego go rozwijania. Od niczego więcej! Osoby znajdujące się na ścieżce duchowej nie potrzebują pieniędzy, polityki ani władzy. Ba, nie potrzebują nawet samej religijnej tożsamości! Jedno z drugim nie ma nic wspólnego…
Otwieranie drzwi do wewnętrznego świata wymaga niezwykłej cierpliwości, czasu i wysiłku. Niemniej droga ta prowadzi przez głębokie pokłady zrozumienia „monistycznego świata”, potrzeby jedności, współdziałania, potrzeby rozwijania oraz pogłębiania miłości pomiedzy ludźmi i w stosunku do całości istnienia. Poznanie wewnętrznego świata i dotarcie do „wyższej świadomości”, w mojej ocenie, jest celem pozdróży każdego czlowieka. Celem, który pojawi się w życiu zawsze, prędzej czy później. Szczęście jest jedynie następstwem odkrywania tego świata. To ten świat jest szczęściem.
Wszelkie próby poszukiwania ludzkiego szczęścia w tym wymiarze zawsze skończą się rozczarowaniem bo odbywają się one na płaszczyznie materialnej rzeczywistości (patrz przypowieść o Syzyfie). Pokój i szczęście można znaleźć tylko wewnątrz. Nasuwa się jednak tu pytanie zasadnicze: ilu z nas gotowych jest na taką podróż w poszukiwaniu szczęścia..? I dlaczego tak niewielu?