autor – źródło: Bludragon dragontn.blog.pl

Podejrzewam, że wspólne sny są znacznie częstsze niż się wydaje. Relacje o wspólnych snach najczęściej pochodzą od osób sobie bliskich ponieważ w takich przypadkach najłatwiej odkryć wspólny sen, z kolei jeśli wspólnego snu doświadczają osoby nie znające się odkrycie tego faktu jest praktycznie niemożliwe. Osobiście doświadczyłem wielu wspólnych snów i wyrobiłem sobie na ten temat własne zdanie. Zacznę od tego, że wspólne sny najczęściej znacznie różnią się od innych snów i są zupełnie odmiennym zagadnieniem od LD.

Zwykłe sny są bardzo zmienne i płynne, trwają przez pewien czas i w miarę upływu czasu ich intensywność spada, stają się bardziej chaotyczne aż przechodzimy w stan bez snów. Wspólne sny, mają pewną trwałość, jakby coś niezależnie od naszej energii podtrzymywało je aż sen dobiegnie końca. Emocje we wspólnych snach też są odmienne od emocji cechujących nasze zwykłe sny, są jakby trochę obce intensywne i trwałe. Przypominam sobie pewien sen sprzed lat, którego trwałość i niezwykłość emocji i scenerii tak nietypowych dla moich snów bardzo mnie poruszyła. Miałem poważne kłopoty z jego interpretacją i nie mogłem go rozgryźć. Dziś podszedł bym do niego inaczej ponieważ miał on wszystkie cechy wspólnego snu – wtedy jednak nic nie wiedziałem o wspólnych snach więc pozostał on niezrozumiany.

Wspólne sny mają wiele związków z medytacją a szczególnie z tym co medytujący określają jako stan energii.
Medytując dążymy do osiągnięcia wewnętrznej równowagi i klarowności umysłu – jednolitego czystego stanu emocjonalnego. Niekiedy nasz umysł jest wolny od rozproszenia i bardzo łatwo wchodzimy w głębokie stany medytacyjne – w innych okresach strumienie myśli, wyobrażeń, emocji, są tak silne, że co chwilę popadamy w rozproszenie i osiągnięcie klarowności jest bardzo trudne.
W tym drugim przypadku mówi się o niedoborze lub nie zrównoważeniu energii i zaleca się określone praktyki lub przyjęcie odpowiednich lekarstw. Doświadczeni medytujący wiedzą, że tego typu problemy łatwo przezwyciężyć poprzez wspólną praktykę z ludźmi, którzy nie mają tego typu problemów. Energia wspólnej medytacji pogłębia stany medytacyjne biorących w niej udział i zwiększa jej intensywność. Przy czym wspólna medytacja nie koniecznie musi oznaczać wspólne siedzenie w tym samym miejscu tylko mentalne i emocjonalno – intencjonalne nastawienie.

W różnych okresach praktykując różne formy wspólnej medytacji miałem okazję doświadczyć jej niezwykłego wpływu i zauważyłem w tym pewne analogie do doświadczeń wspólnego śnienia.

Najbardziej charakterystyczne w tych doświadczeniach jest pewne wyostrzenie świadomości i jakby podtrzymywanie określonego stanu umysłu. Zilustruję to kilkoma przykładami:

W pewnym okresie medytowaliśmy wspólnie z czwórką przyjaciół o określonej porze. Po kilku dniach medytacja stała się bardzo intensywna. Wrażenia były tak intensywne, że z łatwością mogliśmy odczuć, kiedy ktoś z nas przyłącza się a kiedy kończy medytację. Pewnego razu jeden z nas musiał pracować w okresie, kiedy wspólnie medytowaliśmy i nie mógł z nami medytować ani nie powiadomił nas o tym. Kiedy rozpoczęliśmy wspólną medytację wrażenia jakich doznał wstrząsnęły nim ponieważ był początkującym medytującym. Jak później opowiadał w tym czasie coś robił kiedy nagle jego umysł i percepcja zaczęły się nienaturalnie wyostrzać, wrażenia intensyfikowały się kiedy kolejni z nas dołączali się do medytacji. Mówił, że czuł się jak po zażyciu LSD, kiedy zakończyliśmy medytację wszystko wróciło do normy.

W innym okresie kiedy medytowaliśmy wspólnie z innymi ludźmi w mniejszym gronie, niejednokrotnie doświadczałem tej fali spokoju, zmiany percepcji i stanu emocjonalnego, kiedy ktoś z medytujących rozpoczynał medytację wcześniej, a ja pozostawałem jeszcze w zwykłym stanie umysłu.
Niejednokrotnie też medytując z przyjacielem doświadczaliśmy tych samych sekwencji obrazów hipnagogicznych przez cały okres trwania medytacji. Te doświadczenia są podobne do tych których doświadcza się podczas wspólnych snów, przy czym wiele z wspólnych snów, których doświadczyłem, zwłaszcza tych wyrazistych poprzedzone były intensywnym okresem praktyki medytacyjnej.

Przytoczę tu niektóre relacje dotyczące wspólnych snów pochodzących od uczestników listy „oneiro” nie wybrałem najbardziej spektakularnych ponieważ takie sny nie są częste, tylko takie, które można nazwać snami z pogranicza, które zdarzają się o wiele częściej.
Niektóre z tych opisów są obszerne, ale warto je przeczytać aby mieć pewien obraz tego typu snów.

„Nasz pierwszy wspólny sen miał miejsce kilka miesięcy temu – kiedy Mario we śnie zadzwonił do mnie na komórkę, żebym przyszła -i przyszłam 🙂 – zgadzały się takie szczegóły jak otoczenie, pogoda, ubiór etc.
Przedwczorajszy MD – moja relacja: „Spotkałam wysokiego mężczyznę, w korytarzu (klatce schodowej) wieżowca. Mężczyzna mówił mi, że to sen, długo mu nie wierzyłam, nie mogłam jakoś wejść w pełni świadomy sen, potem spytał o imię. Pamiętam moment zawahania przy wypowiadaniu „Oliko””.

Relacja Mario: spotkał mnie, ale każde z nas było w nie-swojej postaci (ja byłam malutką dziewczynką) – stąd moment wahania przy wypowiadaniu imienia i różnica wzrostów. Podobno długo musiał mi wmawiać, że to sen, bo moja świadomość była „rozmyta”. Oczywiście, miejsce spotkania zgadzało się w drobniutkich szczegółach.

Reszta snów (było ich kilka- kilkanaście ) polegała głownie na tym, że jedna osoba pamiętała spotkanie we śnie, a druga nie za bardzo:) Albo – pamiętaliśmy wspólnie scenerię, ale momentu spotkania już nie. Tak to z tymi MD bywa…” Oliko

Kolejna relacja:

„Zgodnie z prośbą Dragona przysyłam opisy moich zajawek na MD ;-J.
——————————————————————-
„Najbardziej aktualne „MD” zdarzyło mi się początkiem września tego roku. Kasia pomogła mi wtedy z moją pamięcią snów i obiecałem w podzięce odwiedzić ją we śnie 😉 .
Tej nocy miałem lekkie LD, ale słabo go pamiętałem. Najbardziej jednak wyraźnym motywem, który kołatał mi się po głowie, była rozmowa z jakąś dziewczyną na temat LD. Miałem też dziwne wrażenie, że rozmawiałem z realną osobą. Z początku obstawiałem na Oliko, więc zdziwiłem się z deczka, gdy na drugi dzień zobaczyłem posta Kasi, w którym pisało:

„Albo mi się śniło, albo Ci się to udało. Przeczytałam tę wiadomość dopiero dziś wieczorem, a w nocy śniło mi się, że spotkałam się z kimś i trochę pogadałam i połaziłam po jakimś mieście; kiedy się obudziłam, byłam prawie pewna, że ten ktoś jest prawdziwy. Niestety, teraz nic nie pamiętam, tylko to, że był ode mnie może z 20 cm wyższy i miał krótkie, ciemne włosy 🙂 . Najpewniej był to zbieg okoliczności, ale może kiedyś uda mi się prawdziwe MD.”

Jeśli zbieg okoliczności, to dosyć dziwny, zważywszy na to że fryz się zgadzał. Obciąłem się początkiem września, a Kasia nie mogła o tym wiedzieć. Nawet oblooknięcie mojej fotki na stronce nic by jej nie dało, bo tam mam dłuższe włosy :J. Zapytałem więc o jej wzrost, by porównać z moim, i otrzymałem odpowiedź:

„Mam może ze 165cm wzrostu, dawno się nie mierzyłam, może po tym mnie skojarzysz 🙂 ”

Trafiony, zatopiony! 😛 165cm + 20cm = 185cm, a ja mierzę około 182cm 🙂 . Znowu zgadła? Hmm.. Szkoda, że nie pamiętałem zbyt dobrze, jak ona wyglądała w tym śnie, bo może więcej szczegółów by się zgodziło”

„Drugi przypadek miał miejsce 16 sierpnia 2001 roku. Oto opis snu, który mi się wtedy przyśnił. [Wyrazem “Osoba” zastąpiłem wtedy w tym poście xywkę osoby, do której się wybrałem. Liczyłem że jeśli ta osoba rozpozna jakiś fragment snu to sama się ujawni, co będzie dowodem że MD się udało.]:

” Dziś [16082001] około siódmej rano, zgodnie z planem, odzyskałem nagle świadomość we śnie. Idę sobie przez korytarz w podstawówce, do której chodziłem. Chcąc wyostrzyć sen dotykam ścian i przyglądam się im uważnie. Ściany jednak nagle zaczynają drgać, jakby w piwnicach pod szkołą włączyła się jakaś potężna maszyna. Nic jednak nie słychać :-\. Zaczynam tracić kontrolę. Chwytam się ściany, ale po chwili jakby budzę się, trzymając w rękach drgającą kierownicę mojego pierdafona 😉 .
Otwieram oczy i widzę, że jestem jednak w jakimś domu, a w rękach trzymam samą kierownicę. Odrzucam ją i rozglądam się po tym domu. Nie znam tego miejsca. Znajduję duże dwuskrzydłowe drzwi. Wyrażam więc wolę, żeby za tymi drzwiami znajdował się świat snu pewnej Osoby.
Otwieram drzwi i o dziwo jest tam nieznane pomieszczenie! 😮 Wcześniej za drzwiami znajdowałem tylko to, co tam być powinno. Może dlatego, że wcześniej korzystałem ze znanych mi drzwi? :-J Mniejsza o to.
Zaczynam wołać Osobę po xyvce. W pomieszczeniu jest dwoje ludzi. Pytam ich, gdzie mogę znaleźć Osobę [tą którą wołałem]. Oni nic nie odpowiadają. Idą gdzieś, bacznie mnie jednak obserwując. Idę za nimi.
W korytarzu spotykamy jeszcze chyba dwoje ludzi. Pytam ich więc: „Który z was to Osoba? Jestem SasQ, z listy ONEIRO i szukam Osoby w celach eksperymentu z MD. Czy jest nim któreś z was?”
Na to jeden kiwa ręką na tamtych i oni opuszczają pomieszczenie. „To ja” – mówi Osoba. Idziemy do innego pokoju, gdzie Osoba pokazuje mi w książce pewną górę i mówi, że to będzie znak rozpoznawczy, że eksperyment się udał. Ja jednak stwierdzam, że ten znak łatwo pomylić z innymi. Zastanawiamy się, co mogło by być znakiem. Myśleliśmy jeszcze o czerwonym budziku i zielonej gumce do mazania. Zostało chyba to ostatnie. Pożegnałem Osobę i wyszedłem przez te duże drzwi, którymi tu przybyłem. Osoba zamknęła je za mną. Drugi raz już się nie udało, bo zaczynałem się już budzić i senne sztuczki nie chciały wychodzić 🙁 . Obudziłem się.

Osobą, do której się wtedy wybrałem, był Phoenix 🙂 . Niestety nie dawał znaku życia :/. Już myślałem, że lipa, a tu się okazało, że – jego opis:

„śniła mi się dziś grupa Oneiro, niestety nie pamiętam dokładnie tego snu. Na początku siedziałem przy stole i rozmawiałem z Justyna, ale nie pamiętam o czym. Potem zaczęła się jakaś akcja, jakieś potwory czy coś, poprosiłem Andrzeja aby się tym zajął wtedy on zaczął się przekształcać, najpierw wyrosły mu olbrzymie szare błoniaste skrzydła, potem szponiaste łapy w końcu urósł i stał się olbrzymim gorgolcem i poleciał dać im wycisk, podobało mi się to. Kręcili się tam też inni, chyba Drgreen i jeszcze kilka innych osób, nie pamiętam już kto. Było tam jeszcze kilka dziwnych akcji z żelazkiem, gumą do żucia, jakimiś nagraniami itp. Sen był bardzo wyrazisty i mimo iż wiedziałem w pewnym sensie, ze to sen (np wiedziałem że te potwory czy coś są ze snu i Andrzej we śnie może się przekształcać to jednak nie był to LD, chociaż mógł być czego żałuję;-)))”

A ja nie pamiętam już, kto to napisał. Możliwe, że Dragon, bo to jego styl pisania 😉 . Od razu skojarzyłem to z moim snem, więc wypytałem oneironautów, którym się to śniło:

„Mógłbyś mi opisać wygląd pomieszczenia, gdzie siedziałeś z Justyną przy stole??? Dostrzegam chyba dość duże podobieństwo z fragmentem mojego snu… 🙂 Jak wyglądaliście?”

Odpowiedziała mi wtedy Justyna [isia], której coś zaczęło świtać. Jak się później okazało, pamiętała mniej więcej wygląd pomieszczenia [że stół, przy którym siedziała, stał pod oknem itp.]. Niestety w moim śnie wyglądała inaczej, niż na podesłanym później zdjęciu 🙁 .
——————————————————————-

„Był gorący, słoneczny dzień, więc usiadłem w cieniu przy ogrodowym stoliku. Nie wiem, gdzie byłem, nie znam tego miejsca. Najpierw trochę go zbadałem „w locie”, potem zatrzymałem się i przypomniało mi się, że miałem poszukać Qkiego, jak będę w LD.
Zacząłem wirować i wyrażać wolę znalezienia się w miejscu, w którym on jest. Mój świat zniknął i pojawiły się jakieś ciemne jaskinie z mnóstwem kolorowych kryształów na ścianach. Qkiego jednak nie było. Myślałem, że może źle trafiłem. Pojawiłem się więc w domu u babki i podszedłem do drzwi na korytarz. Wyraziłem wolę, by świat Qkiego był za tymi drzwiami. Jednak zamiast tego był tam… korytarz! :-#. „Pieprzone całe myślokształty!!!” – wykrzyknąłem i pobiegłem korytarzem. Widzę – drzwi. Myślę – zamknięte. A co tam, przejdę przez zamknięte. PIZD! Nie przeszedłem. Zamknąłem oczy i spróbowałem znowu, tym razem się udało!!! Byłem na zewnątrz. […]

„Posłałem ten opis Qkiemu. Nie mam już jego listu, w którym mi odpowiadał, ale tekst który widnieje na jego stronce tuż pod opisem mojego snu mówi chyba sam za siebie:

„Z tymi jaskiniami to coś było 🙂 Ja nie miałem świadomości we śnie, ale przez jakiś czas byłem właśnie w takich jaskiniach – obczajałem mapę do MUD’a którego piszę 😉 – a SasQ nie wiedział o tym… tylko ciężko coś stwierdzić, bo Q| we śnie się nie spotkaliśmy 🙁 „

Ale najciekawszy motyw, jaki mi się zdarzył, to były przekręty z moją qzynką, o których pisałem kiedyś Oliko. Przytoczę tu moje opisy, które jej posłałem wtedy:

S| Dałem kiedyś mojej qzynce stronkę o LD. Ona powiedziała, że obczytała trochę i wyrzuciła do kosza. Niedawno jednak przypadkiem rozmowa z nią i moim qmplem zeszła na tematy S| snów i okazało się, że ta qzynka nieświadomie kombinuje coś S| tam ze snami. Na przykład jak jakiś sen się jej nie podoba, to ona wtedy „przeskakuje” do innego snu. A skoro zmienia sen na inny, to znaczy że wie, że to jest sen. Powiedziała też, że kiedy śpi, to o tym wie, oraz że w snach wszystko zawsze dzieje się tak, jak ona chce. Coś mi się zdaje, że ona jednak wbrew pozorom dużo umie, ale z jakiegoś powodu nie chce o tym mówić. :-\

Niedawno ten mój qmpel miał sen, w którym chodził owinięty w ręcznik. Ręcznik mu spadł, a qzynka, która też była w tym śnie, powiedziała żeby się tym nie przejmował. On jednak się obudził i miał dziwne nieodparte wrażenie, że moja qzynka, która mu się śniła, to była ta prawdziwa i naprawdę go widziała.
Na drugi dzień spotkaliśmy się wszyscy i ona powiedziała do nas: „Ale miałam tej nocy dziwne sny…” 🙂 Wtedy dopiero uświadomiliśmy sobie, że coś tu nie gra.
Pamiętam jedno z moich LD, w którym spotkałem moją qzynkę. Zacząłem nawijać, że to sen itd, ale ona przyjęła to jako rzecz jak najbardziej normalną! Nawet chciała sobie trochę polatać, co też zrobiliśmy.
Innym razem [wtedy, jak przesłałem temu qmplowi sen o myszy w pudełku] spotkaliśmy się jeszcze w tym śnie z qzynką, ale dopiero wczoraj do nas dotarło, że przecież ona była szczegółem, który powtórzył się w snach nas obu.
W ogóle to ona bardzo często gości w naszych snach, i nikt nie wie dlaczego. Czyżby ona miała jakieś skłonności do MD?
Już nawet wczoraj postanowiliśmy się na nią zaczaić i sprawdzić, czy mamy rację co do niej. Qmpel miał zasnąć w swój specjalny sposób, w którym wyobraża sobie jakieś miejsce i później ono mu się śni. Jego zadaniem było ściągnięcie nas do tego miejsca.
Każdy z nas dodatkowo miał się nastawić, by w swoim śnie znalazł się jak najbliżej tego miejsca, żeby qmpel mógł nas zawołać.
Wynik tego experymentu był taki, że każdemu z nas: mnie, qmplowi i bracikowi śniła się qzynka. Jeszcze nie ustalaliśmy szczegółów, ale zrobimy to dzisiaj jak się spotkamy. Qmpel powiedział tylko, że nas wołał, ale nie przyszliśmy.
Ze mną to jeszcze miał jaki taki kontakt, ale bracik olał sprawę i nie zostawił mu bramki. W dodatq to qmpel miał trudności wyobrażeniem go sobie i wmontowaniem go do naszej fabuły. W moim śnie qzynka spotkała mnie, ale ja jej uciekłem, choć nie było to żadne LD. Bracikowi też się śniła, ale w innej postaci [on wiedział, że to była ona, ale wyglądała trochę inaczej]. Czy uważasz, że moja qzynka ma jakieś dziwne zdolności do przebywania w cudzych snach? Niekoniecznie świadomie?
Narazie nie chcemy za bardzo ciągnąć jej za język, bo ona tego nie lubi, ale nurtuje nas to, że gdy śni nam się ona, to zazwyczaj w podobnych okolicznościach, tak jakbyśmy wszyscy byli w tym samym miejscu. Ostatnio coraz częściej…

To był pierwszy sen z tej serii. Jak się okazało, nie spodziewaliśmy się nawet, z kim zadzieramy :s. Oto kolejny post do Oliko:

Przeczytałam Twojego meila i pozbierałam szczękę z ziemi. Hehe… No to uważaj, co napiszę dzisiaj… Bo po ostatniej nocy to już mnie chyba nic nie zdziwi :-\ Sorki, jeśli będzie trochę długie, ale sprawy zaszły już chyba za daleko i liczę na twoją pomoc. :’-c
No więc, spotkaliśmy się już i omówiliśmy szczegóły snów po naszej przedwczorajszej „akcji”. Okazało się, że mój qmpel Klęq nie dostał się do nikogo z nas. Do mnie był już o krok, ale jakoś tak „nie dotarł”, a bracix chyba zapomniał zostawić otwartej bramki. On z kolei nie pamięta żadnego snu z tej nocy. No i wreszcie ja: nie pamiętam żebym czekał w umówionym miejscu, ale za to każdemu z nas [oprócz bracixa oczywiście :J] śniła się ona. W moim śnie znalazła mnie, jak szedłem ulicą z moją.. hmm.. „sympatią” :J, ale skręciłem w uliczkę i ją zgubiłem. Natomiast Klękowi jak się śniła, to coś tam z nim rozmawiała i sprawiała wrażenie świadomej, oraz że przyszła z pełną premedytacją, wiedziała po co i dlaczego. Zapytana na następny dzień, co jej się śniło, chyba ze 30 sekund zastanawiała się nad odpowiedzią, aż wreszcie zbiła jawną ściemę. No nic, uznaliśmy że to jeszcze nie jest powód, żeby robić z tego aferę… ale nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, co nas będzie czekać S| kolejnej nocy! :-s

I teraz uwaga! Sprawozdanie z dzisiejszej nocy:
„Budzi mnie budzik dokładnie o 4:23. Już sięgam po dziennik, ale stwierdzam, że nic mi się przecież nie śniło. Już mam się obracać na drugi bok, lecz po głowie wciąż kołacze mi się zdanie: „Michałowi się dzisiaj nic nie śniło”… W dodatku wypowiedziane głosem mojej qzynki!!!
„CO???? Jakże to??!!” – myślę sobie. Przebiegam jeszcze raz to zdanie i nagle w głowie pojawia się krótka „migawka”, w której qzynka wypowiada to zdanie, patrząc najpierw na mnie, a później na jakąś osobę z boku i odchodzi w jej stronę!!
Mimo iż nie widziałem tej osoby, byłem przekonany, że to był Klęq. Wyjarzyłem, że przechwyciłem przypadkiem jakąś transmisję i chciałem zasnąć spowrotem, w nadzieji że uda mi się dostać do Klęka i go S| ostrzec. Jednak przez pieprzoną GODZINĘ nie mogłem za chiny zasnąć! :
W końcu stwierdziłem, że lepiej zrobię jak sobie przypomnę, co mi się śniło. Już po chwili mam pierwszy szczegół: robię coś na kompie. A tu drugi szczegół: to jest komp qzynki, w jej pokoju! Siedzimy tam razem, ja, ona, Klęq i jeszcze ktoś! Dalej nie pamiętam, aż do momentu, gdy ona mi mówi: „Michałowi się dzisiaj nic nie śniło”!!!

S| PERMANENTNA INWIGILACJA!!! %-@ S| Formalnie chciała mi skasować wspomnienia z tego snu!!! Na jej nieszczęście zadzwonił budzik i on mnie chyba uratował, bo dzisiaj bym może tego maila nie pisał, gdyby nie on. :-s

Pozostał jeszcze Klęq, bo bracix znów nic nie śnił. I okazuje się, że gdy w szkole opowiadam mu mój sen, do momentu jak siedzimy na kanapie u qzynki, i jak mówię że nie wiem co dalej, to on odpowiada:
„To ja ci dopowiem. Ona trzyma rękę na kwiatku na oknie, ja jej mówię żeby ją zdjęła bo kwiatek spadnie, a ona się ze mną droczy. Dalej ja też nic nie pamiętam.” No to ja pytam: „A o której ci się to mogło śnić?” „Bo ja wiem.. obudziłem się po tym śnie około 4:30″ !!! %-@ !!!

Teraz to ja już nie wiem, co tu się q2 dzieje! Przecież to podchodzi pod jawny atak z kasowaniem wspomnień!!! Nie wiesz przypadkiem, czy takie coś wogóle jest możliwe? Znaczy żeby skasować komuś wspomnienia ze snu przy pomocy sugestii wypowiedzianej w tym śnie? :-.
——————————————————————-
Dobra, wieeem, że ten ostatni opis wygląda jak czysta fantastyka, ale: 1. Cała ta historia przydarzyła nam się naprawdę. 2. Dragon chciał, żeby przysyłać wszelkie opisy snów które w jakimś stopniu wydają się być MD. Wiem, co sobie teraz myślicie 😉 . Niestety nie udało mi się wyciągnąć od Qzynki, czy to była naprawdę ona, bo biła takie ściemy, że aż się kurzyło! ;PPP Zresztą w jej przypadku to nie pierwszyzna 😛 . Co ciekawe, ostatnio znalazłem u niej w koszu owe teksty o LD, które jej kiedyś dałem! PO DWÓCH FORMATACH CAŁEGO DYSQ!?! %-/

No. To by było chyba na tyle, więcej nie udało mi się wykopać w przepastnych archiwach mojej poczty 🙁 1). Mam nadzieję, że robiąc pierwszy krok uda mi się was zachęcić do współpracy i wy też przyślecie co nieco na listę ;D. No to nara, wiara…”

Powyższe relacje dotyczą świadomych prób wspólnego śnienia przeprowadzanych przez osoby, które śmiało można nazwać ekspertami w praktyce śnienia i mogło by się wydawać, że stosują one trzy metody. Pierwsza to próba odszukania w świadomym śnie osoby z którą chce się dzielić sny – o tym nie będę się rozpisywał bo to awykonalne. Druga metoda to w świadomym śnie opuszczenie swojego snu i przeniesienie się do snu innej osoby z którą chce się dzielić sen – to działa, ale aby to zrobić trzeba być ekspertem w śnieniu i mieć dużą wiedzę praktyczną i nie jest to proste. Trzecia metoda oparta jest o tkanie snu i jest ona najłatwiejsza, najbardziej naturalna i najskuteczniejsza o ile wie się jak się do tego zabrać.
Każdy kto rozwija umiejętność tkania snów wie doskonale, że nie jest możliwe dwukrotne utkanie takiego samego snu. Mimo iż odwołujemy się do swoich wspomnień, skojarzeń, tych samych obrazów i tak samo rozpoczniemy tkanie snu to jednak kiedy już znajdziemy się w tym śnie będzie on bardzo różnił się od poprzedniego snu. Owszem będziemy w tym samym miejscu, ale różnice będą bardzo wyraźne nie wspominając już o tym, że każdy sen rozwija się w zupełnie odmienny sposób. Z kolei sny nie będące wynikiem świadomego tkania są zupełnie nieprzewidywalne u jednej osoby mimo, że oparte są zawsze o ten sam typ myślenia, skojarzeń i doświadczeń. Sny różnych osób są całkowicie odmienne dlatego nie ma możliwości aby spontanicznie pojawiła się miedzy nimi rzeczywista korelacja dotycząca formy, treści i znaczenia w tym samym czasie. Dlatego jeśli czasami – choć bardzo rzadko – taka korelacja nie jest ona przypadkowa nawet jeśli wydaje się niewielka.
Jak widać z powyższych relacji SasQ używał obydwu metod przy drugiej opierając się na umiejętności tkania snów przez Klęqa.

Tkanie snów ma wiele zastosowań, używanie ich do wywoływania wspólnych snów wydaje się być najbardziej zaawansowaną z nich. Istotą tkania snów jest śnienie o określonych miejscach, w przypadku zastosowania go do wspólnego śnienia wymaga ono szeregu dodatkowych złożonych działań związanych z „wciągnięciem” do tkanego snu innych śniących co niema nic wspólnego z praktyką wywoływania snów o określonych osobach. „Wciagniecie” innych śniących w tkany sen bez ich aktywnego udziału na różnych płaszczyznach przez tkanie snu nie jest zadaniem prostym. Dlatego zazwyczaj świadome wspólne śnienie praktykowane jest przez osoby biegłe w sztuce tkania snów na drodze pewnego rodzaju wspólnego tkania snu podczas zasypiania co jest o wiele łatwiejsze w praktyce. Opierając się na jednym tkaczu snów jak uczynił to SasQ jest skuteczne o ile chodzi tylko o wywołanie u określonych śniących wspólnego snu pod względem treści i fabuły jednak wymaga to sporego wysiłku i zaangażowania od tkającego. Próby jak widać zakończyły się powodzeniem czego dowodem jest śnienie przez wszystkich śniących snu w tej samej scenerii z udziałem tych samych osób. Jednak takie sny opierają się o energię jednego tkającego dlatego może być je trudno dokładnie zapamiętać tym bardziej, że znaczna część energii tkającego zaangażowana jest w jego udział w tkanym śnie. Kiedy jednak tkający nie angażuje swojej energii w swój udział w tkanym śnie przeznaczając cały jej zasób na „stworzenie wspólnej platformy snu” dla pozostałych śniących wspólny sen staje się bardzo intensywny i śniący mogą go łatwiej zapamiętać. To dla ilu osób tkający może stworzyć taką platformę zależy przede wszystkim od jego energii i umiejętności.

Umiejętności tego typu wspólnego śnienia, można łatwo rozwinąć poprzez wspólną medytację. Wspólna medytacja bardzo ułatwia osiągnięcie wysokiej jakości wspólnych snów. Również przy praktykowaniu wspólnej medytacji tego typu sny czasami pojawiają się spontanicznie.

Spontaniczne wspólne sny mają łączą się na kilku płaszczyznach, przede wszystkim na płaszczyźnie energii snu, formy snu i jego znaczenia – przy czym ta pierwsza jest podstawą wspólnego śnienia. Energia snu to specyficzna podstawowa, emocjonalna atmosfera snu, na tle której manifestuje się emocjonalność śniącego jest ona taka sama u wszystkich biorących udział we wspólnym śnieniu. Forma snu to jego sceneria, obrazy wiążące się z energią snu jednak na tym poziomie mogą występować różnice w szczegółach wynikające przede wszystkim z różnego sposobu percepcji śniących jak i ze sposobu indywidualnej manifestacji i rozwoju snów u każdego śniącego. Jest to bardzo wyraźne przy spontanicznych wspólnych snach w znacznie mniejszym stopniu występuje w świadomie wywoływanych snach i w tym drugim wypadku zależy od biegłości i siły tkającego sen. Najbardziej indywidualne są indywidualne emocje doświadczane przez śniących w trakcie trwania wspólnego snu. Znaczenie, czyli przesłanie snu odbierane przez śniących ich sposób rozumienia snu również z jednej strony zależy od siły i umiejętności tkającego z drugiej strony od indywidualnego sposobu postrzegania konkretnego śniącego. Z tych trzech płaszczyzn zazwyczaj najbardziej spójne są pierwsza i ostatnia.

Najprostszym sposobem indukowania wspólnych snów u kilku osób jest pewna forma wspólnej medytacji polegająca na tym, że jedna z osób wspólnie medytujących medytuje dokładnie w ten sam sposób jak gdyby wspólnie medytowała z pozostałymi podczas gdy ci pozostali zasypiają i śpią. Nie zachodzi przy tym konieczność tkania snu jako, że sen automatycznie zestraja się na wszystkich płaszczyznach choć w takim wypadku nie można jej przewidzieć. Bardziej zaawansowana forma polega na tym, że tkający sen wykonuje tę medytację by na koniec przejść z niej do tkania wspólnego snu dla śniących a wówczas zasypiając może dołączyć do śniących wspólny sen. Takie wspólne sny są bardzo wyraziste i wysokiej jakości o ile tkający jest biegły w tkaniu snów. Jednak najdoskonalsze wspólne sny są wynikiem wspólnego tkania snów i wymagają tej umiejętności od wszystkich wspólnie śniących. Opanowanie tej umiejętności wymaga jednak czasu i bliskiej współpracy wszystkich śniących dlatego poza grupami szamanów rzadko spotyka się ludzi, którzy rozwinęli tę umiejętność.

Aby lepiej zrozumieć różne aspekty wspólnego śnienia przytoczę jeszcze kilka przykładów z archiwum „oneiro”:

„Co u mnie nowego:
Jeśli chodzi o moje świeże osiągi oneironautyczne i oneironautyce pochodne, to mam się czym chwalić 🙂 . W przeciągu tych ponad dwóch tygodni mojej nieobecności miałem baaardzo dużo LD (aktualnie średnio LD co drugi, trzeci dzień). Zachęcony udaną próbą RoboG_ wejścia w LD metodą WILD, zacząłem ją zapalczywie trenować, uzyskując przy tym wspaniałe wyniki (jeśli chcecie danych szczegółowych, to dotychczas każda moja próba wejścia w LD metodą WILD zakończyła się sukcesem, czyli 100% powodzenia, lub „LD na zawołanie”, jak kto woli ;> ).Planuję do końca opanować tą metodę, tak aby LD nie stanowiło już dla mnie problemu. Polecam oczywiście WILD oneironautom, którzy miewali już dość często LD (a np. teraz przechodzą kryzys). Jeśli chodzi o kryzysy natomiast, to sam w takowym się znajdowałem na początku roku szkolnego (0 LD i 50% snów zapamiętanych). Jego podstawową przyczyną był stres wywołany szkołą. Uniwersalnym na to sposobem okazał się relaks i drzemki podczas dnia (po szkole) , lub wcześniejsze kładzenie się spać. Jeśli chodzi o MD, to od 1 września miałem ich 3 (wcześniej jeszcze 1 z Oliko). Pierwszego niestety teraz nie pamiętam, bo snów nie zapisuję.
Drugie Md było trzyosobowe, jednak nie jest kompletnie udokumentowane. Pozwolę sobie je streścić:

„Lato, jasny, bezchmurny dzień, około godziny 14. Bydgoszcz (ulica Słoneczna, jak później mówiła Oliko, nie wiem, jestem z Wrocławia). Kawiarenka pod kolorowym parasolem (w różnobarwne paski). Stoję koło jednego z białych stolików z równie białymi czterema metalowymi krzesełkami. Obok mnie siedzi już RoboG_, spokojnie uśmiecha się, popija herbatkę. Od razu wiedziałem, że jest świadomy i nie muszę go uświadamiać bycia we śnie. Usiadłem, rozejrzałem się.
Na przeciwko mało ruchliwej ulicy stały kamienice, typowe i niepozorne. Do kawiarni prowadziły dwa wejścia z góry łukowato wykończone. Ściana kawiarni była lśniąco biała. Ja z Robo jak już wspomniałem znajdowałem się na zewnątrz, pod parasolem, a od chodnika i ulicy oddzielał nas murowany, podłużny klomb z kwiatami.
Uśmiechnąłem się do RoboG. Spytałem o parę podstawowych rzeczy (typu jak się czuje itp.). Rozpoczęliśmy rozmowę na filozoficzne tematy (jak to zawsze robię z RoboG_ w realu) 🙂
W pewnym momencie poczułem potrzebę rozrysowania grafiku religii, bo właśnie o nich rozmawialiśmy. Wyczarowałem szybko kartkę i długopis, pojawiły się. Narysowałem parę kwadracików, podpisałem, wciąż rozmawiając z Robo. Nagle do kawiarni wpada Oliko! To wyglądało rekordowo komicznie!!! 🙂 ) Wbiegła do środka, wybiegła, stanęła na chwilę, rozejrzała się, nie zauważyła nas.
Patrzyliśmy na nią z RoboG_ przez chwilę, po czym ona wybiegła na ulicę i zaczęła pędzić. To dało nam powód do śmiechu. Pomyślałem, że fajnie by było gdyby usiadła z nami, ale wyglądała, jakby co najmniej nie miała czasu 😀 Poza tym nie było sensu za nią biec, bo pędziła z zawrotną prędkością (na oko ok. 150 km/h!).
Znów skupiłem się na grafiku rysowanym na białej kartce z bloku A4 czarnym długopisem. Nazwaliśmy go z Robo „bizness planem” 🙂
Po skończeniu grafiku narysowałem w rogu jeszcze drugi, a dokładniej dwa pola: Monoteizm i politeizm i odchodzące od niego „klocki”. Podpisałem monoteizm i politeizm odpowiednimi religiami, a buddyzm celowo zostawiłem na koniec. Spytałem RoboG_: „Czy buddyzm mam teraz zapisać do politeizmu, czy zrobić osobny kwadracik, jak uważasz?” RoboG_ odparł: „Bez politeizmu nie było by buddyzmu.” i uśmiechnął się znów. W tym momencie się obudziłem.

Rozeznanie:
RoboG_ nie zaprzeczył, ani nie potwierdził, bo po prostu nie pamiętał snu, choć ja jestem pewien, że gdyby pamiętał, to by potwierdził. Oliko natomiast pamięta jak biegła ul. Słoneczną, jak później się okazało, naprawić swój komputer. Z opisu pogody, jej ubrania itp. wszystko się zgadzało. Ciekawy jestem tylko czy rzeczywiście na tej ulicy stoi taka kawiarenka…

Trzecie MD natomiast jest już 100% udokumentowane.

Było to MD, które Oliko Wam już chyba opisała (to ze spotkaniem w wieżowcu). W tym samym śnie próbowałem jeszcze, po rozmowie z Oliko, znaleźć SasQ, ale nie zdążyłem przed nieubłaganym alarmem mojego budzika. 🙁
Jeśli chodzi o moje skromne metody uzyskiwania LD/MD, to oprócz WILD polecam budzenie się w nocy. Tutaj pomocy może okazać się alfa-budzik, ale także i herbata. Jeśli nie opanowaliście jeszcze dobrze alfa-budzika, to polecam to drugie rozwiązanie, czyli napicie się przed snem, tak aby zerwać się w nocy do ubikacji 🙂 .
Zdaje się, że SasQ poruszał już ten temat, ale tylko przypomnę że po przebudzeniu, gdy kładziemy się spać i afirmujemy, że będziemy mieli świadomy sen/spotkamy kogoś we śnie, to mamy na to wielkie szanse (w moim przypadku znowu coś około 100%) 🙂
Spośród metod na uzyskiwanie MD szczególnie polecam afirmację za dnia i nasiloną podczas zasypiania. Jeśli chodzi o „szukanie” osób w LD, to polecam metodę żądań skierowanych ku rzeczywistości. Tak właśnie znalazłem ostatnio Oliko. Po wyskoczeniu prez okno z owego wieżowca rozkazałem rzeczywistości, abym za jego rogiem zobaczył Oliko i tak się stało. Dokładniej rzecz ujmując byłem po prostu pewien, że znajdę tam Oliko ( „Za rogiem jest Oliko. Napewno. Jest tam na 100%. Zaraz się wychylę i ją zobaczę.”, a wcześniej: „rozkazuję rzeczywistości, że gdy wyskoczę z tego okna, to za rogiem budynku spotkam Oliko!”).
Jeśli chodzi o porady dla eksperymentujących z MD, to głównej rady, jakiej mogę udzielić, to: „poznajcie się”! Rozmawiajcie ze sobą często (na GG np.), czytajcie swoje teksty, itd. Osoby które się nie znają raczej nie spotkają się we śnie.” Mario

Następny:

„Był taki dzień w wakacje, wraz z Oliko i Mario umówiliśmy się na MD (uznaje to za jedno z ćwiczeń to niego prowadzących, po prostu pomyślenie, że dziś wyjdzie, lub umówienie się z kimś). Po długich sporach o miejsce w jakim się spotkamy (były góry, las, jeziorko i parę innych) w końcu zdecydowaliśmy się na nadmorską plażę. Hmm…

4 Sierpnia 2002, Niedziela. (to z zeszytu, który skończył się niedawno i jeszcze leży przy moim łożu) „Kolejny sen, aż dziw, zaczął się na plaży, a co ważniejsze, LD . Czekałem na Oliko i Mario, ale jakoś nie przychodzili. Nie chciałem iść po nikogo, bo wiedziałem, że bym już tu nie wrócił. W końcu wkurzyłem się (ile można czekać), wbiłem katanę w piasek i poszedłem się rozejrzeć. Doszedłem do jakichś szaletów, w tym momencie po LD pozostało już tylko wspomnienie. Chciałem wejść do kibla…

Dalszy zapis w tej chwili nie ma znaczenia. Pewnie się zastanawiacie co to ma do tematu? Otóż mamy z Oliko taki zwyczaj, że ona pierwsza opowiada swoje sny (z racji tego, że ja moje, przeważnie, zapisuję i w razie jakiegoś MD nie da się podrobić faktów). No więc Oliko znów opowiedziała swe sny, a po kilku pierwszych opowiedziała, że w końcu udało jej się dotrzeć na tą plażę, na której się umówiliśmy, ale mnie tam nie było. No i jak się pewnie domyślacie znalazła wbitą katanę. Wiecie, według mnie to jest naprawdę ważny sen, bo tak naprawdę nie spotkaliśmy się, ale Oliko zapamiętała rzecz wykreowaną przez moją wyobraźnię. Na tej podstawie można by udukać dość ciekawą teorię, ale mi się nie chce ;P To tyle, nie będę was męczył. Zaphiel”

Następny:

„MD z O.P. (koleżanka z anglika): Jestem sobie na jakiejś sali gimnastycznej, sama. Na dworze jest ciemno, widać to przez okna. Patrzę na zegarek: jest biały, plastikowy, jakby poszarpany (?). Coś mi tu nie gra i już wiem, co: mam tylko srebrny zegarek! No wiec przekonałam się, że to sen. Nagle przyszła mi do głowy O. i znalazłam się koło niej w… pawilonie akwarystycznym jakiegoś zoo. Mowie do niej:
– Cześć! Oglądasz rybki?
Nie odpowiedziała, wydawała się jakaś zamroczona. Pomyślałam, ze fajnie będzie zrobić jej kawał. Wyjęłam z kieszeni nożyczki (ciekawe, jak się tam znalazły…) i obcięłam sobie włosy. O. krzyczy do mnie cos w rodzaju:
-Za kogo ty się uważasz!? Zostaw!! Potem zaczęła wydawać z siebie nieartykułowane dźwięki. Obudziłam się.
Na angliku pytam O., co jej się śniło. Dziwi się, ze pytam. Mówi, że ja jej się śniłam, jak popełniałam samobójstwo w oceanarium.

MD z moja siostra Ania:
Jestem w pokoju Ani, mojej młodszej siostry. Znów coś się dzieje z moim zegarkiem, wiec ze zwykłego snu robi się LD. Ania ogląda zdjęcia. Zauważa mnie, ale nie poznaje.
Pyta, czy to ja. Mowie, ze tak. Pyta, jakiego koloru będzie mój chomik (chce sobie kupić chomika, wiec ostatnio Ania ciągle mnie o to pyta). Pokazuje mi zdjęcia, ale nie widzę, co na nich jest.
Sen się skończył, po nim miałam jeszcze LD (udana noc!). Z ostatniego snu swoim świdrującym głosikiem budzi mnie Ania: – Jakiego koloru będzie twój chomik?
Gdyby nie to pytanie, nie wiem, czy zapamiętałabym MD tak dokładnie.
Pytam, co jej się śniło. Mówi, że oglądała zdjęcia w szkole. Czynność się zgadza, miejsce nie. Pytam, czy ktoś z nią był. Mówi, ze tak, chyba mama. I tu pudło, mimo to jestem pewna, ze się z nią spotkałam.” K.P.

Powyższe przykłady wyraźnie eksponują różne elementy wspólnego śnienia o których wcześniej wspominałem. Zaś ostatnie dwa sny wspaniale eksponują różnice w indywidualnym postrzeganiu szczegółów wspólnego snu przez śniących o którym pisałem wcześniej. Wszystkie przytoczone opisy wybrałem dlatego, że można w pewnym sensie zaliczyć je do spontanicznych wspólnych snów. Mimo iż śniący dążyli do wspólnych snów różnymi metodami i osiągnęli powodzenie to jednak przytoczone tu wspólne sny nie wykazują pełnej korelacji na wszystkich płaszczyznach a przez to są bardzo cenne dla zrozumienia mechanizmów i procesów pojawiających się we wspólnym śnieniu. Przytaczanie w 100% precyzyjnych wspólnych snów bez jakichkolwiek zniekształceń byłoby tylko ciekawostką z której niewiele by wynikało dlatego je tu pomijam i przytaczam tylko te. W następnej części moich rozważań na temat mechanizmów i różnych aspektów wspólnego śnienia skupię się na przykładach z autopsji.

część druga:

Jak wspomniałem w pierwszej części rozważań o wspólnym śnieniu wspólne sny, mają pewną trwałość, jakby coś niezależnie od naszej energii podtrzymywało je aż sen dobiegnie końca. Emocje we wspólnych snach też są odmienne od emocji cechujących nasze zwykłe sny, są jakby trochę obce intensywne i trwałe. Pojawiają się w nich wrażenia bardzo podobne do tych pojawiających się podczas wspólnej medytacji. Trudno dokładnie wyjaśnić te subtelne różnice, ale kiedy się je pozna nie sposób pomylić wspólnego snu z innym typem snu. Niezależnie czy dzielimy ten sen z kimś kogo znamy i z kim możemy zweryfikować nasze senne przeżycia czy też dzielmy go z zupełnie nieznaną osobą.

Jako pierwszy opiszę wspólny sen jaki miałem wraz z moją ówczesną dziewczyną i przyjacielem wiele lat temu w Nasicznym, gdzie spędzaliśmy wakacje.

Pewnego wieczoru jak co dzień siedzieliśmy przy ognisku, piliśmy herbatkę, kumpel medytował, później robiliśmy relaksacje. W pewnym momencie moja dziewczyna stwierdziła, że jest jej zimno i idzie do namiotu po sweter, nie doszła jednak ponieważ przestraszyła się dużego psa, który jakoby biegał po łące na której byliśmy rozbici. Przeczesaliśmy latarkami cały teren nie zobaczyliśmy psa więc pomyśleliśmy, że sobie poszedł. Uspokojona poszła więc po sweter, kiedy jednak doszła do namiotu zobaczyła zakapturzoną postać stojącą za namiotem, wpadła więc w panikę i przybiegła do nas mówiąc, że tu dzieją się dziwne rzeczy i nie oddali się już od ogniska, więc oczywiście nie ma mowy o spaniu w namiocie. Znów obeszliśmy całą łąkę, po czym sporo czasu spędziliśmy uspokajając ją, rozweselając i robiąc wszystko aby zapomniała o tym zdarzeniu, co nam się w końcu udało i poszliśmy spać.

Tej nocy miałem niezwykły sen w którym stałem pod kopułą światła rozmawiając z mężczyzną w kapturze i kobietą w dziwnym stroju – starożytnymi kapłanami – między którymi siedział olbrzymi pies. Rano dziewczyna opowiedziała mi, że miała niezwykły sen w którym stała na białym okrągłym młyńskim kamieniu i rozmawiała ze starożytnymi kapłanami; kobietą i mężczyzną miedzy którymi siedział duży pies. Kiedy wyszliśmy z namiotu kumpel powiedział nam, że miał niezwykły sen – stał pod okrągłą kopułą ze szkła i rozmawiał ze starożytnymi kapłanami – kobietą i mężczyzną miedzy którymi siedział duży pies. Byliśmy tym bardzo zaskoczeni i długo rozmawialiśmy na temat tych niezwykłych snów, zastanawiając się co one mogą znaczyć. Znaczenie wyjaśniło się nieco później, ale to już inna historia.
Ogólnie był to wspólny sen wywołany zaktywizowaniem dawnego miejsca mocy. Pewne miejsca, czyli miejsca mocy, bardzo mocno wpływają na sny co od tysiącleci wykorzystywali szamanie. Każda osoba śniąca w takim miejscu doświadcza w mniejszym lub większym stopniu wpływu takiego miejsca na swoje sny jednak aby w pełni odkryć ten wpływ trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Doświadczałem niezwykłych snów w wielu takich miejscach przygotowując się do nich przez oczyszczenie i medytację samotnie lub z innymi ludźmi jednak tylko raz w takim miejscu w opisanym powyżej przypadku zdarzyło mi się doświadczyć wspólnego snu. W miejscach mocy wielu ludzi może doświadczać podobnych snów związanych z tym miejscem jak miało to np. miejsce w starożytnych świątyniach snu nie słyszałem jednak żadnych relacji o wspólnych snach. Miejsce mocy daje wspólną energię związaną z określonym miejscem śniącym w nim ludziom jednak nie wywołuje wspólnych snów. Energia miejsca mocy pomaga śnić pewien typ snów, ale ich treść związana jest przede wszystkim ze śniącym. Kiedy w takich miejscach śni się świadomie inkubowane sny nakierowane na moc związaną z takim miejscem wówczas pojawia się pewne podobieństwo treści snów, ale i tak jest ona zdeterminowana indywidualnym sposobem postrzegania, myślenia i odczuwania śniącego i nie są to wspólne sny. Sny śnione w miejscach mocy nie przypominają wspólnych snów. Jednak w tym konkretnym przypadku było inaczej.
Miejsce to kiedy do niego przybyliśmy było pełne pozytywnej energii, ale nie można było go nazwać miejscem mocy. Moc tego miejsca została zaktywizowana, kiedy kumpel zaczął medytować co wszyscy bardzo wyraźnie odczuliśmy i wtedy pojawiły się te dziwne rzeczy, które widziała moja dziewczyna. Po jakimś czasie energia ta ustabilizowała się jednak czułem bardzo wyraźnie jej wpływ zasypiając. Z tego powodu kiedy zasypiałem skupiłem się na pewnej odmianie Jogi Snu obejmując nią moją dziewczynę i łącząc się z energią miejsca. Robiłem tak wcześniej i później i nigdy nie wywoływało to wspólnych snów, chociaż korzystnie wpływało na osoby objęte tą praktyką. W tamtym momencie moją intencją było uspokojenie mojej dziewczyny. Te dwa czynniki, czyli energia miejsca i moja praktyka mogły przyczynić się do powstania wspólnego snu, ale to zdecydowanie za mało aby go wywołać. Aby wywołać wspólne śnienie musiał bym rozpocząć tkanie snu a nic podobnego nawet nieświadomie nie zrobiłem. Poza tym gdyby ten sen był wynikiem czyjegokolwiek tkania snu mielibyśmy w nim podobne odczucia, podczas gdy w tym śnie każde z nas miało zupełnie odmienne odczucia i stosunek do snu. Dla mnie to był cudowny relaksujący sen przejrzystości wiążący się z pozytywnymi uczuciami, dla mojej dziewczyny sen ten związany był ze smutkiem, a dla kumpla z był to męczący sen związany z poczuciem zagrożenia. Wyglądało to tak jakbyśmy wszyscy patrzyli na to samo jednak widzieli to nieco inaczej a odbierali to całkowicie różnie. Jednak mimo to odczucia związane z tym snem były typowe dla wspólnego śnienia choć niewątpliwie był to nietypowy wspólny sen związany z tym konkretnym miejscem mocy. Był on również nietypowy pod tym względem, że nie wywołała go żadna z uczestniczących w nim osób a przy tym był to bardzo silny sen. To właśnie moc tego snu wywołała negatywne odczucia u pozostałych śniących. Ja zasypiając świadomie pozytywnie otworzyłem się na tę moc dlatego jej siła nie wywoływała we mnie poczucia zagrożenia, niepokoju czy smutku – czułem się w nim pewnie w przeciwieństwie do pozostałych śniących.

Ogólnie wspólne śnienie wywołuje u śniących nie biorących udziału w tkaniu snu (a w takiej sytuacji znajdują się zazwyczaj śniący przy spontanicznych wspólnych snów) wywołuje pewien niepokój czy raczej poczucie zagrożenia, wrażenie, że coś jest nie tak. Związane jest to z silną energią snu nawet jeśli jest to pozytywna energia i to poczucie zagrożenia może rzutować na odbiór snu jako całości i postrzeganie pewnych elementów snu – zazwyczaj ma to miejsce tylko w pierwszej fazie takiego snu o ile nie jest to negatywny sen.
W przypadku tego snu kopuła światła, która mnie w nim otaczała była opiekuńczą energią, wzmacniającą śnienie, którą odbierałem bardzo pozytywnie.
Kopuła ze szkła w śnie kumpla również w jego odczuciu pełniła rolę ochronną, ale wiązał on to z zagrożeniem jakie miało znajdować się poza nią.
Z kolei w odczuciu dziewczyny biały okrągły kamień pełnił tę samą funkcję stabilizującą jak w moim śnie jednak wiązała ona tę stabilność z odczuciem jej braku poza kołem i to napełniało ją smutkiem.

Każde z nas na swój sposób odebrało ten sen eksponując różne jego aspekty i zyskując ich zrozumienie tak, że dopiero połączenie tych trzech odbiorów snu dawało pełną całość. To również jest typowe dla wspólnych snów dzielonych przez kilka osób. Można porównać to do sytuacji kilku innych osób które znajdą się w tym samym pokoju. Każda z tych osób zwróci uwagę na różne elementy i pozna je lepiej niż inne elementy, podczas gdy elementy dostrzeżone i poznane dobrze przez inne osoby zauważy tylko bardzo pobieżnie. Oczywiście na podstawie swoich obserwacji wyrobi też sobie pewną opinię różniącą się od opinii pozostałych osób i dopiero połączenie tych kilku punktów widzenia może dać obraz całości.

Inny wspólny sen przyśnił mi się w Kucharach podczas kursu z Ole Nydalem. Spaliśmy wtedy w namiotach rozbitych nieopodal domku w którym lama Rinczen odbywał trzyletnie odosobnienie.
W przerwie kursu poszedłem do namiotu zdrzemnąć się i wtedy przyśnił mi się taki sen:

Z domku wyszedł lama Rinczen i zawołał mnie po czym przez jakiś czas rozmawialiśmy. Wtedy nie zwróciłem szczególnej uwagi na ten sen, szok przeżyłem dopiero, gdy w jakiś czas później zobaczyłem w TV program o Kucharach gdzie był lama Rinczen, który wyglądał dokładnie tak jak w moim śnie, był tylko na filmie trochę tęższy. Kiedy później trochę go poznałem uświadomiłem sobie iż to co mówił mi w tym śnie doskonale do niego pasuje, choć kiedy śniłem ten sen wydawało mi się to bardzo dziwne bo zupełnie inaczej wyobrażałem sobie lamów .

Sen ten związany był z energią lamy, który tam intensywnie medytował i zasypiając w tym miejscu nieświadomie otwarłem się na tę energię, która wywołała sen. W zasadzie trudno powiedzieć czy był to wspólny sen czy też śniąc odczytałem myśli i wyobrażenia jakim oddawał się lama, który wcale nie musiał drzemać w czasie kiedy spałem. Nie sposób to ustalić, ale nie ma to znaczenia ponieważ mechanizm jest ten sam. Silna energia medytacji na którą otwiera się śniący może wywoływać tego typu sny o czym miałem okazję niejednokrotnie osobiście się przekonać jak i poznać relacje osób, które doświadczały tego typu snów w podobnych okolicznościach. Przytoczyłem tu ten sen bo na jego przypadku wyraźnie widać, że medytując a ściślej dzięki energii medytacji można nawet nieświadomie wywołać wspólny sen z nieznaną osobą, która absolutnie nie jest świadomie nastawiona na wspólny sen a przy tym sen może być bardzo szczegółowy. Kolejny sen:

Kilka lat temu kiedy moja siostra wróciła z Indii powiedziała, ze pewien Lama przekazał jej pewną cenną mantrę. Poprosiłem ją aby przekazała mi tę mantrę kiedy ja skompletuje. Pewnej nocy przyśniła mi się, wyglądała nieco inaczej niż na jawie, ubrana była w piękną szatę, promieniowała od niej czystość i moc. Uśmiechnęła się i przekazała mi ta mantrę. Był to bardzo wyrazisty sen pełen energii wiec po przebudzeniu zapisałem tę mantrę. W kilka dni później odwiedził mnie przyjaciel który już skompletował tę mantrę i przy tym spotkaniu przekazał ją mnie, zgadzała się co do literki.

Chciałem otrzymać przekaz tej mantry a moja siostra chciała mi ją przekazać tak więc nasze intencje były pozytywne, właściwie nakierowane ku sobie i otwarte. W sumie moje radosne pragnienie i oczekiwanie na otrzymanie tej mantry mogło by zainicjować nieświadome tkanie snu jednak w tym przypadku tak się nie stało. Po pierwsze praktykując Jogę Snu uważnie analizuję intencje, pragnienia i emocje mogące wpłynąć na sen w trakcie oczyszczania wrażeń dnia. Po drugie zasypiając świadomie ukierunkowuję umysł na praktykę Jogi Snu. Po trzecie w związku z praktyką Jogi Snu śledzę wątki snów w powiązaniu z myślami, emocjami i wydarzeniami minionych dni i w większości snów z łatwością potrafię je rozpoznać. Po czwarte i najważniejsze gdybym nawet spontanicznie rozpoczął tkanie tego snu byłbym go świadom. I po piąte gdybym nawet nieświadomie utkał tak mocny, wyrazisty i przejrzysty sen to wyglądał by on inaczej i przede wszystkim moja siostra musiała by go zapamiętać. Podobnie gdyby ona go utkała nawet nieświadomie wspierając siłą intensywnej medytacji jaką wówczas praktykowała to również musiała by go dokładnie zapamiętać zważywszy na jego intensywność.

W rzeczywistości ten sen jest przykładem wspólnych snów zupełnie innego rodzaju i tego typu snów miałem wiele zarówno spontanicznych jak i świadomie wywoływanych, znam również je z relacji wielu osób, które ich doświadczały. Są one wynikiem świadomej lub nieświadomej inkubacji śniącego zupełnie odmiennego typu inaczej się je również odbiera. W tego typu snach śniący inkubujący je pamięta je bardzo dokładnie, podczas gdy drugi uczestnik z reguły nie pamięta nic, lub prawie nic (zdarzają się wyjątki, ale bardzo rzadko i tylko w przypadku bardzo doświadczonych śniących) jednak informacje jakie otrzymuje się w tego typu snach są bardzo precyzyjne i łatwe do zweryfikowania.
W pewnym sensie tego typu sny nieco przypominają ideę wykradania informacji z umysłu drugiej osoby z filmu „incepcja” jednak nie są oczywiście tak traumatyczne, ani tak trudne jak w tym filmie 🙂 W rzeczywistości jest to najłatwiejszy do wywołania rodzaj wspólnego śnienia opierający się przede wszystkim na radosnej silnej intencji, pragnieniu dowiedzenia się konkretnej rzeczy od innego śniącego, rzeczy dla nas ważnej a której ów śniący z jakiś powodów nie może nam przekazać choć chciałby tego świadomie lub nie.
Bardzo pomocne przy inkubowaniu tego typu snów mogą być fotografie tej osoby w otoczeniu z którym łączą nas wspólne pozytywne wspomnienia lub jakaś rzecz pozytywnie związana z osobą od której pragniemy uzyskać informacje na której możemy się skupić w momencie zasypiania w celu nawiązania z nią kontaktu. Musimy wyraźnie pozytywnie poczuć tę osobę w momencie zasypiania i utrzymać tę więź wzmocnioną intencją do czasu zaśnięcia. Nie możemy jednak tworzyć żadnych wyobrażeń czy koncepcji tylko mocno otworzyć się na informacje, których potrzebujemy.
Kiedy to nam się uda śnimy bardzo przyjemny sen o tej osobie w którym rozmawiamy z nią i w którym osoba ta wyjaśnia nam bardzo dokładnie to co chcielibyśmy wiedzieć. Sceneria i otoczenie snu związane jest z treścią otrzymywanych informacji. Niekiedy możemy śnić, ze otrzymujemy maila lub sms z dokładnymi informacjami, nastrój snu jest jednak taki sam zupełnie odmienny od wspólnych snów będących wynikiem tkania snu.
W tym konkretnym przypadku wizerunek mojej siostry reprezentował potencjał mantry, którą mi przekazała a który rozwijała medytując z nią we właściwy sposób.

Opisałem tu ten sen mimo iż należy on do nieco innego typu wspólnych snów ponieważ elementy tego typu wspólnego śnienia pojawiają się też w innych typach wspólnych snów splecione z nimi, dlatego przykład tego typu snu w czystej postaci może pomóc to sobie lepiej uświadomić i dostrzec tego typu elementy we wspólnych snach innego typu – przede wszystkim w snach będących wynikiem prób wejścia w czyjś sen. Chociaż jeśli chodzi o wchodzenie w czyjś sen jest to o wiele trudniejsze do wykonania a największe szanse powodzenia występują wtedy, kiedy sen do którego wchodzimy jest wynikiem świadomego tkania snu. Takie sny są trwalsze i wyraziste podczas gdy większość snów jest bardzo zmienna i nietrwała przez co nawet jeśli powiedzie się próba wejścia weń łatwo się w , nim zagubić, zerwać sen, czy paść jego ofiarą – szczególnie jeśli jest to negatywny lub bardzo pomieszany sen.

Zanim przejdę do omawiania bardziej klasycznych wspólnych snów omówię tu jeszcze jeden przykład odmiennego, trudnego i bardzo rzadkiego rodzaju wspólnego śnienia, którego mogą doświadczać tylko bardzo zaawansowani śniący zazwyczaj będący domeną mistrzów medytacji – choć można się poważnie zastanawiać czy jest to jeszcze w ogóle śnienie czy raczej bezpośredni kontakt w głębokiej medytacji. Przedstawiam go tutaj dlatego, że pewne elementy tego typu „śnienia” są istotną częścią wszystkich praktyk wspólnego śnienia i mogą pomóc lepiej je zrozumieć a przez to położyć na nie odpowiedni nacisk w praktyce.

Pewnego razu medytując w przejrzystym śnie zauważyłem, że ktoś siedzi obok mnie. Wiedziałem, że jest to DO AM SU NIM. Byłem bardzo zaskoczony jego wyglądem całkowicie różnił się od mojego wyobrażenia na jego temat, jakie wyrobiłem sobie słuchając opowieści tych, którzy go spotkali. Porozmawialiśmy bez słow.
W kilka dni później kiedy DO AM przyjechał do naszego ośrodka przeżyłem szok jego wygląd zgadzał się w najdrobniejszych szczegółach z obrazem z mego snu. Gdy tylko wszedł do sali spojrzał na mnie jak na dobrego znajomego i uśmiechnął się. Prowadząc wykład patrzył na mnie tak jakby mówił do mnie, skutkiem czego siedzący obok mnie patrzyli na mnie ze zdziwieniem i długo potem komentowali to zdarzenie. Później jeszcze wiele razy DO AM pojawiał się w moich snach wyjaśniając mi pewne aspekty praktyki i udzielając rad.

Tego „snu” doświadczyłem podczas spoczywania w czystym samadhi snu. Kiedy intensywnie regularnie medytujemy osiągając głębokie stany wyciszenia w których spoczywamy bez myśli w przyjemnym stanie przejrzystości, pustki i błogości zupełnie wolni od napięć. Ten stan zaczyna manifestować się na początku snu, zanim sen się rozwinie i wchodzimy weń kiedy sen się kończy i rozpuszcza będąc go świadomym. W Buddyzmie Tybetańskim tego typu doświadczenie określa się mianem „doświadczenia podobnemu światłu”. Nie jest to jeszcze doświadczenie „światła snu”, ale odbicie stanu medytacyjnego osiąganego w trakcie dnia manifestującego się w okresie między snami. Jest to odmienne doświadczenie od zwykłego doświadczenia bycia świadomym zarówno w okresie snu jak i między snami pojawiającego się w wyniku intensywnej praktyki koncentracji. Różni się ono od tego stanu tym, że jest to stan wolny od napięć, otwarty, bez wysiłkowy, pełen błogości.
Kiedy rozwija się dalej medytację i świadomie utrzymuje ją w okresie zasypiania ten stan obejmuje cały okres snu. Nie pojawiają się wówczas sny tylko cały okres snu staje się medytacyjnym wchłonięciem czyli jest to samadhi snu, wolne od napięć i rozproszenia.

Kiedy przebywałem w tym stanie pojawił się obok mnie DO AM SU NIM to bardzo mnie zaskoczyło ponieważ w tym stanie raczej nie powinno się nic pojawiać. Nie zakłóciło to jednak mojej medytacji nadal pozostawałem w medytacyjnym nieporuszonym wchłonięciu tyle, że „obok” mnie był mój Mistrz i razem kontynuowaliśmy medytację. Po pewnym czasie nastąpiła miedzy nami bezpośrednia wymiana myśli – rozmowa bez słów, po czym Mistrz odszedł a ja dalej kontynuowałem medytację do rana.
Bezpośredni przekaz pozawerbalny na różnych poziomach jest częstym elementem wspólnego śnienia i może odgrywać w nim istotną rolę. Stan medytacyjny osiągany poprzez medytację wyciszającą stanowi natomiast podstawę wszelkich praktyk świadomego śnienia decydując o jakości i sile tego typu snów.

Te podstawowe elementy wspólnego śnienia, które powyżej zaprezentowałem występują w różnym nasileniu we wszelkiego rodzaju wspólnych snach. Aby to zilustrować posłużę się przykładami bardziej rozbudowanych wspólnych snów bliższych klasycznym wspólnym snom.

Przypisy   [ + ]

1. . Mam nadzieję, że robiąc pierwszy krok uda mi się was zachęcić do współpracy i wy też przyślecie co nieco na listę ;D. No to nara, wiara…”

Powyższe relacje dotyczą świadomych prób wspólnego śnienia przeprowadzanych przez osoby, które śmiało można nazwać ekspertami w praktyce śnienia i mogło by się wydawać, że stosują one trzy metody. Pierwsza to próba odszukania w świadomym śnie osoby z którą chce się dzielić sny – o tym nie będę się rozpisywał bo to awykonalne. Druga metoda to w świadomym śnie opuszczenie swojego snu i przeniesienie się do snu innej osoby z którą chce się dzielić sen – to działa, ale aby to zrobić trzeba być ekspertem w śnieniu i mieć dużą wiedzę praktyczną i nie jest to proste. Trzecia metoda oparta jest o tkanie snu i jest ona najłatwiejsza, najbardziej naturalna i najskuteczniejsza o ile wie się jak się do tego zabrać.
Każdy kto rozwija umiejętność tkania snów wie doskonale, że nie jest możliwe dwukrotne utkanie takiego samego snu. Mimo iż odwołujemy się do swoich wspomnień, skojarzeń, tych samych obrazów i tak samo rozpoczniemy tkanie snu to jednak kiedy już znajdziemy się w tym śnie będzie on bardzo różnił się od poprzedniego snu. Owszem będziemy w tym samym miejscu, ale różnice będą bardzo wyraźne nie wspominając już o tym, że każdy sen rozwija się w zupełnie odmienny sposób. Z kolei sny nie będące wynikiem świadomego tkania są zupełnie nieprzewidywalne u jednej osoby mimo, że oparte są zawsze o ten sam typ myślenia, skojarzeń i doświadczeń. Sny różnych osób są całkowicie odmienne dlatego nie ma możliwości aby spontanicznie pojawiła się miedzy nimi rzeczywista korelacja dotycząca formy, treści i znaczenia w tym samym czasie. Dlatego jeśli czasami – choć bardzo rzadko – taka korelacja nie jest ona przypadkowa nawet jeśli wydaje się niewielka.
Jak widać z powyższych relacji SasQ używał obydwu metod przy drugiej opierając się na umiejętności tkania snów przez Klęqa.

Tkanie snów ma wiele zastosowań, używanie ich do wywoływania wspólnych snów wydaje się być najbardziej zaawansowaną z nich. Istotą tkania snów jest śnienie o określonych miejscach, w przypadku zastosowania go do wspólnego śnienia wymaga ono szeregu dodatkowych złożonych działań związanych z „wciągnięciem” do tkanego snu innych śniących co niema nic wspólnego z praktyką wywoływania snów o określonych osobach. „Wciagniecie” innych śniących w tkany sen bez ich aktywnego udziału na różnych płaszczyznach przez tkanie snu nie jest zadaniem prostym. Dlatego zazwyczaj świadome wspólne śnienie praktykowane jest przez osoby biegłe w sztuce tkania snów na drodze pewnego rodzaju wspólnego tkania snu podczas zasypiania co jest o wiele łatwiejsze w praktyce. Opierając się na jednym tkaczu snów jak uczynił to SasQ jest skuteczne o ile chodzi tylko o wywołanie u określonych śniących wspólnego snu pod względem treści i fabuły jednak wymaga to sporego wysiłku i zaangażowania od tkającego. Próby jak widać zakończyły się powodzeniem czego dowodem jest śnienie przez wszystkich śniących snu w tej samej scenerii z udziałem tych samych osób. Jednak takie sny opierają się o energię jednego tkającego dlatego może być je trudno dokładnie zapamiętać tym bardziej, że znaczna część energii tkającego zaangażowana jest w jego udział w tkanym śnie. Kiedy jednak tkający nie angażuje swojej energii w swój udział w tkanym śnie przeznaczając cały jej zasób na „stworzenie wspólnej platformy snu” dla pozostałych śniących wspólny sen staje się bardzo intensywny i śniący mogą go łatwiej zapamiętać. To dla ilu osób tkający może stworzyć taką platformę zależy przede wszystkim od jego energii i umiejętności.

Umiejętności tego typu wspólnego śnienia, można łatwo rozwinąć poprzez wspólną medytację. Wspólna medytacja bardzo ułatwia osiągnięcie wysokiej jakości wspólnych snów. Również przy praktykowaniu wspólnej medytacji tego typu sny czasami pojawiają się spontanicznie.

Spontaniczne wspólne sny mają łączą się na kilku płaszczyznach, przede wszystkim na płaszczyźnie energii snu, formy snu i jego znaczenia – przy czym ta pierwsza jest podstawą wspólnego śnienia. Energia snu to specyficzna podstawowa, emocjonalna atmosfera snu, na tle której manifestuje się emocjonalność śniącego jest ona taka sama u wszystkich biorących udział we wspólnym śnieniu. Forma snu to jego sceneria, obrazy wiążące się z energią snu jednak na tym poziomie mogą występować różnice w szczegółach wynikające przede wszystkim z różnego sposobu percepcji śniących jak i ze sposobu indywidualnej manifestacji i rozwoju snów u każdego śniącego. Jest to bardzo wyraźne przy spontanicznych wspólnych snach w znacznie mniejszym stopniu występuje w świadomie wywoływanych snach i w tym drugim wypadku zależy od biegłości i siły tkającego sen. Najbardziej indywidualne są indywidualne emocje doświadczane przez śniących w trakcie trwania wspólnego snu. Znaczenie, czyli przesłanie snu odbierane przez śniących ich sposób rozumienia snu również z jednej strony zależy od siły i umiejętności tkającego z drugiej strony od indywidualnego sposobu postrzegania konkretnego śniącego. Z tych trzech płaszczyzn zazwyczaj najbardziej spójne są pierwsza i ostatnia.

Najprostszym sposobem indukowania wspólnych snów u kilku osób jest pewna forma wspólnej medytacji polegająca na tym, że jedna z osób wspólnie medytujących medytuje dokładnie w ten sam sposób jak gdyby wspólnie medytowała z pozostałymi podczas gdy ci pozostali zasypiają i śpią. Nie zachodzi przy tym konieczność tkania snu jako, że sen automatycznie zestraja się na wszystkich płaszczyznach choć w takim wypadku nie można jej przewidzieć. Bardziej zaawansowana forma polega na tym, że tkający sen wykonuje tę medytację by na koniec przejść z niej do tkania wspólnego snu dla śniących a wówczas zasypiając może dołączyć do śniących wspólny sen. Takie wspólne sny są bardzo wyraziste i wysokiej jakości o ile tkający jest biegły w tkaniu snów. Jednak najdoskonalsze wspólne sny są wynikiem wspólnego tkania snów i wymagają tej umiejętności od wszystkich wspólnie śniących. Opanowanie tej umiejętności wymaga jednak czasu i bliskiej współpracy wszystkich śniących dlatego poza grupami szamanów rzadko spotyka się ludzi, którzy rozwinęli tę umiejętność.

Aby lepiej zrozumieć różne aspekty wspólnego śnienia przytoczę jeszcze kilka przykładów z archiwum „oneiro”:

„Co u mnie nowego:
Jeśli chodzi o moje świeże osiągi oneironautyczne i oneironautyce pochodne, to mam się czym chwalić 🙂 . W przeciągu tych ponad dwóch tygodni mojej nieobecności miałem baaardzo dużo LD (aktualnie średnio LD co drugi, trzeci dzień). Zachęcony udaną próbą RoboG_ wejścia w LD metodą WILD, zacząłem ją zapalczywie trenować, uzyskując przy tym wspaniałe wyniki (jeśli chcecie danych szczegółowych, to dotychczas każda moja próba wejścia w LD metodą WILD zakończyła się sukcesem, czyli 100% powodzenia, lub „LD na zawołanie”, jak kto woli ;> ).Planuję do końca opanować tą metodę, tak aby LD nie stanowiło już dla mnie problemu. Polecam oczywiście WILD oneironautom, którzy miewali już dość często LD (a np. teraz przechodzą kryzys). Jeśli chodzi o kryzysy natomiast, to sam w takowym się znajdowałem na początku roku szkolnego (0 LD i 50% snów zapamiętanych). Jego podstawową przyczyną był stres wywołany szkołą. Uniwersalnym na to sposobem okazał się relaks i drzemki podczas dnia (po szkole) , lub wcześniejsze kładzenie się spać. Jeśli chodzi o MD, to od 1 września miałem ich 3 (wcześniej jeszcze 1 z Oliko). Pierwszego niestety teraz nie pamiętam, bo snów nie zapisuję.
Drugie Md było trzyosobowe, jednak nie jest kompletnie udokumentowane. Pozwolę sobie je streścić:

„Lato, jasny, bezchmurny dzień, około godziny 14. Bydgoszcz (ulica Słoneczna, jak później mówiła Oliko, nie wiem, jestem z Wrocławia). Kawiarenka pod kolorowym parasolem (w różnobarwne paski). Stoję koło jednego z białych stolików z równie białymi czterema metalowymi krzesełkami. Obok mnie siedzi już RoboG_, spokojnie uśmiecha się, popija herbatkę. Od razu wiedziałem, że jest świadomy i nie muszę go uświadamiać bycia we śnie. Usiadłem, rozejrzałem się.
Na przeciwko mało ruchliwej ulicy stały kamienice, typowe i niepozorne. Do kawiarni prowadziły dwa wejścia z góry łukowato wykończone. Ściana kawiarni była lśniąco biała. Ja z Robo jak już wspomniałem znajdowałem się na zewnątrz, pod parasolem, a od chodnika i ulicy oddzielał nas murowany, podłużny klomb z kwiatami.
Uśmiechnąłem się do RoboG. Spytałem o parę podstawowych rzeczy (typu jak się czuje itp.). Rozpoczęliśmy rozmowę na filozoficzne tematy (jak to zawsze robię z RoboG_ w realu) 🙂
W pewnym momencie poczułem potrzebę rozrysowania grafiku religii, bo właśnie o nich rozmawialiśmy. Wyczarowałem szybko kartkę i długopis, pojawiły się. Narysowałem parę kwadracików, podpisałem, wciąż rozmawiając z Robo. Nagle do kawiarni wpada Oliko! To wyglądało rekordowo komicznie!!! 🙂