Miałam niedawno przyjemność fotografowania pięknych mandal, wykonanych przez Paulinę Sołtowską oraz Jowitę Wieczorek. Tak sobie fotografuję je na cele druku i zastanawiam się ile osób wie co to jest tak naprawdę mandala.
W sieci można spotkać niezliczoną ilość kursów, warsztatów i poradników na temat malowania mandali, jednak tylko nieliczne wspominają czym ona tak naprawdę jest. Większość niestety wspomina tylko coś na temat koła i że można sobie ładnie wyrazić nim osobowość.

Hmmmm, no ale osobowość można sobie też przecież wyrazić malując choćby drzewo, (co sama robiłam na kapitalnych warsztatach Kasi Leszczyńskiej). Okrąg przecinany powtarzającymi się liniami nadającymi mu kształt kwiatu, kolorowany kredkami czy farbami to jest proszę Państwa rozeta… Można powiedzieć, że 90% kursów w sieci oferuje nam malowanie rozet. Są niewątpliwie piękne i na pewno wiele powiedzą o nas, ale to nie są mandale.

Czemu tak?

Ano przez Junga zapewne. Wykorzystywał on mandale w terapii nerwic i depresji. Obserwując mandale tworzone przez swoich pacjentów, widział zmiany zachodzące w ich psychice.
Wraz z ruchem New Age, mandala zaczęła tracić swoje pierwotne znaczenie i obecnie panuje przekonanie, że to jej symetryczny kształt ma terapeutyczne działanie. No niezupełnie. To bardzo uproszczony pogląd.

Czym jest więc taka prawdziwa mandala?

 

Jak widać mandala to przedstawienie w 2D, czegoś co jest 3D. Mandala jest więc rzutem płaskim tworu architektonicznego.

Konkretnie pałacu.

Wszystkie mandale łączy przede wszystkim znaczenie. Każda ma środek i granice. W mandali nie pojawia się koniecznie okrąg, figury mogą być różne, zaś samo słowo „krąg” ma znacznie szersze pojęcie, niż tylko przejawienie wizualne wzoru 2πr.

Mandala wywodzi się z tradycji tantr buddyjskich i hinduskich. Wyłania się z świętej przestrzeni (grecki chaos) po to, by nauczyć nas miłości. Nauka ta jest nierozerwalnie związana z dźwiękiem (mantry), kolorem, obrazem.

 

mandala

 

Wchodząc głębiej w temat, studiując np. modlitwy buddyzmu tybetańskiego, słowo krąg1)tyb. dkyil’khor/maNDal, wym. ćilkor/mendal, sanskr. mandala pojawia się jako doskonałe otoczenie świętego, Boga lub Bogini.

 

Mandala – Ukryte Znaczenie

 

Zewnętrznym otoczeniem (mandalą) jest świat, wewnętrznym – dusze (byty ożywione, zmysłowe), a ukrytym – dusza (istota duchowa i rozumna). W dziedzictwie (tantry) słowo krąg odnosi się zazwyczaj do zebrania bogów. Wyraz ten, posiada również zastosowanie do matematycznych i graficznych kręgów. Ogólnie jest to obszar świętego działania.

Mandala jest powszechna w medytacji tantrycznej. Najważniejsze są tu dwa motywy:

• gdy kontemplujemy zgromadzenie bogów przed sobą (z centralną postacią – zwiastunem i rozchodzącymi się promieniście paniami – boginiami), lub samego siebie jako taką boską postać z towarzyszami.
Stopniowo stapiamy taką wizję z rzeczywistością, by widzieć również naszych bliskich i otoczenie jako boski taniec.
• oddanie kręgu (ofiarowanie mandali) – czynność polegająca na oddaniu wszystkiego wszystkim. To doskonałe poświęcenie, uwieńczenie duszy rozumnej. Zewnętrznym kręgiem jest rzeczywistość – bogaty świat, wewnętrznym – ciało ze zmysłami (oddaje się przyjemne wrażenia zmysłowe, a organy ciała przemieniają się w pałace bogów, zaś ukrytym – sumienie i osądy (oddaje się swoją duszę i stan ducha – co uchodzi za najwyższą formę hojności).

Niszczenie mandali.

Budując mandale z kolorowego piasku, mnisi nie pragną zachować jej na wieki. Po ukończeniu swojej żmudnej pracy…niszczą ją. Ma to na celu pokazanie nietrwałości wszystkich zjawisk. Część piasku z mandali zostaje rozdana wszystkim uczestnikom ceremonii. Trzymana w domu szczypta piasku z mandali, przynieść ma pomyślność całej rodzinie. Resztę piasku wrzuca się uroczyście do rzeki płynącej do morza, aby poprzez wodę błogosławieństwo dobrych życzeń, dotarło do jak największej ilości żyjących istot

Sypanie mandali, jest nie tylko przeżyciem duchowym, ale także bardzo ciekawym wydarzeniem artystycznym. W dawnych czasach osoby świeckie nie miały możliwości obserwowania sypania mandali, bo były one tworzone wyłącznie w klasztorach. Teraz, kiedy kultura tybetańska jest zagrożona, Dalai Lama poprosił, by mandale były usypywane publicznie.

 

Mandale Zdrowego Słowa

 

Kiedy powstały nowe tłumaczenia duchowych tekstów tradycji Jungdrung Bon, narodził się pomysł by nadać im odpowiednie tło artystyczno – kulturowe. Ta kreacja jednak nie miała być zwykłą, a spójną energetycznie całością. Autorką serii obrazów oraz flag modlitewnych jest Paulina Sołtowska. Inspirowane Zdrowym Słowem obrazy powstały również dzięki Agnieszce Orzechowskiej oraz Jowicie.

Spontaniczne wizje artystki przekładają się na formę którą łącz z klasycznymi mandalami symetria, promienistość, motywy okręgów i kwadratów z wtopionymi symbolami i wzorami.

Mandale – galeria:

 

mandala bogactwa Dzambali

Mandala Dzambali, Boga Bogactwa.

Mandala Iskry Poznania

Mandala Iskry Poznania

mandala Orła - Garudy

Mandala Orła – Garudy

Mandala

Mandala

Mandala

Mandala

Mandale

Mandala

Mandala Troło

Mandala Troło

Mandala Królowej Świata

Mandala Królowej Świata

„Podróż do początku z Pauliną Sołtowską”

Intensywne, czyste kolory wypełniają przestrzeń płócien. Tajemnicze symbole przywołują na myśl zaklęcia zrozumiałe tylko dla wybrańców. Dopracowane detale naniesione czarnym tuszem na kolorowe tła zabierają widza w podróż do wnętrza. Wnętrza siebie, wnętrza wszechświata? Czy laik, dla którego tradycje buddyjskie i hinduskie są dość odległe odnajdzie w tych niedużych płótnach ukryty w nich sens? Czy pozostaną one jedynie w pamięci jako barwne symbole przywołujące na myśl „ Baśnie 1001 nocy”?

Autorka tych współczesnych mandali, bo o ten rodzaj wyobrażeń chodzi, sprawnie połączyła klasyczną ich formę z własną symboliką opartą na nowych tłumaczeniach duchowych tekstów starożytnego Tybetu.

Przywróciła niejako znaczenie mandali, bo choć na pierwszy rzut oka jej obrazy różnią od mandali tradycyjnych, to jednak nie nadaje już im czysto terapeutycznego znaczenia jak czynił to szwajcarski psychoanalityk i psychiatra Jung. Powszechne jest dziś nazywanie mandalami rysunków opartych na figurach geometrycznych oraz ornamentach roślinnych czy zwierzęcych. Pamiętajmy jednak, że twórczość polegająca na wypełnieniu kolorami poszczególnych płaszczyzn rysunku niewiele ma wspólnego z powstawaniem mandali tradycyjnych.

Paulina Sołtowska doskonale czuje się w takim symbolicznym malarstwie . To wiedza teoretyczna i świadoma duchowość pozwalają autorce sprawnie poruszać się po tym alegorycznym fragmencie malarstwa, który wraz z widzialną częścią składa się na twór malarski – obraz. Na obraz, który ma widza poruszyć i który każe się doszukiwać w nim znaczeń.

Figury koła i kwadratu pojawiają się w jej pracach w otoczeniu symboli i plam barwnych, które w pewnym stopniu zdają się być spontanicznym działaniem. Są jednak wynikiem studiów nad tekstami buddyjskimi, których analiza pchnęła autorkę ku ich interpretacjom.

Nie jest to więc czysta, instynktowna praca twórcza jaką analizował Jung.

Na cykl prezentowanych mandali składa się 8 obrazów. Każdy z nich o wymiarach 30 cm x 30 cm. Wykonane zostały na płótnie w technice mieszanej. Na barwnych podłożach malowanych farbami akrylowymi i gwaszem autorka szczegółowo kreśli czarnym tuszem ornamenty i symbole zdradzając swoje dobre przygotowanie techniczne.

Czyste, intensywne barwy i mocny kontur rysowany czarnym tuszem zapadają w pamięć. I choć nie zawsze jesteśmy w stanie na pierwszy rzut oka odczytać symbolikę tych przedstawień to wizje te na pewno zachęcają nas do poszukiwań ukrytego sensu. Być może ktoś, dzięki obrazom Pauliny Sołtowskiej, rozpocznie swoją podróż do początku i na nowo odkryje siebie.

 

Rodzaje Mandal

Ponieważ zaczątkiem mandal są konkretne bóstwa a dokładne opisy są według tekstów modlitwa (których jest wiele wersji), jest baaardzo wiele mandali o rozmaitych właściwościach.

  • Mandala zdrowia ­pomagają zwalczyć chorobę, wspierają chorego energetycznie, dodają mu siły do walki z chorobą, a także zabezpieczają przed chorobami. Wzmacniają zdecydowanie układ odpornościowy.
  • Mandala miłośći –  ­ wzmacniają związki, uczucia, pomagają zwalczyć kryzysy partnerskie, ułatwiają samotnym poznanie ukochanej osoby. Idealne dla młodych małżeństw.
  • Mandale ochronne ­ chronią przed złem, duchami, zapewniają bezpieczeństwo. Idealne zabezpieczenie w domach i mieszkaniach. Antidotum na złą energię…
    Mandale poprawiające witalność seksualną – wzmagają potencję, dają radość i satysfakcję z życia seksualnego, sprawiają że jesteśmy bardziej aktywni seksualnie.
  • Mandale bogactwa – dla firm i przedsiębiorstw, pomagające w rozwoju biznesu i chroniące przed konkurencją. Zapewniają sukces i powodzenie w biznesie.
  • Mandale motywujące – ułatwiają wyznaczenie celów w życiu, pomagają w samorealizacji.
  • Wyostrzają także intuicję. To swego rodzaju „siła napędowa” organizmu.
  • Mandale oczyszczające podświadomość – pozwalają uwolnić negatywne emocje, programy,blokady nagromadzone w poprzednich inkarnacjach. Idealne dla osób chcących pozbyć się lęków!
  • Mandale wspierające młode Matki ­ wskazane dla kobiet mających problemy z zajściem w ciążę, ponadto wspierają w okresie ciąży, dodają siły, ułatwiają zrelaksowanie organizmu, chronią przed poronieniem, harmonizują organizm przed porodem jak i po porodzie.
  • Mandale harmonizująco – uspokajające – wskazane po przebytych stresach, chorobach, przeżyciach, wyciszają organizm! Pomagają zwalczyć depresję.

Tak naprawdę każda odpowiednio dobrana mandala, będzie działała na praktycznie wszystkie sfery życia

Mandale oddziałują na najgłębsze pokłady naszej tożsamości. Jeśli uda nam się do nich dotrzeć, dokonamy wielkich zmian, dzięki którym osiągniemy zdrowie, szczęście oraz życie w harmonii ze światem zewnętrznym. Zmieniając sposób myślenia, możemy zmienić całe swoje życie. Indianie Nawaho, twierdzili, że choroby zaczynają się w Naszej duszy… dlatego poprzez zmianę trybu myślenia, możemy powrócić do dobrego zdrowia. Możemy je odzyskać, ewentualnie utrzymać.

Podczas medytacji zacznijmy od pojedynczej zmiany w Naszym życiu, która mogłaby zmniejszyć oznaki choroby, bądź ryzyko jej powrotu. Może to być myśl związana ze zmianą zachowania, akceptacją własnej osoby… Posłużmy się medytacją aby dotrzeć do takiego miejsca w naszym wnętrzu, w którym panuje spokój i nadzieja, a przede wszystkim zdrowie. Utrwalmy sobie obraz tego miejsca… kojarząc je z kształtami i symboliką Mandali. Pamiętajmy, że dokonując w sobie zmian, wpływamy nie tylko na swoje życie, ale też na życie naszych bliskich.

Wszelkie blokady i ograniczenia w pobieraniu oraz manifestowaniu się energii życiowej, powodują zaburzenia w pracy całego organizmu. Objawiać może się to chorobą, złym samopoczuciem, brakiem energii, lękiem lub zachwianiem równowagi emocjonalnej.

Wiedząc, jak powinien działać system czakr, możemy poprzez dobranie odpowiedniej Mandali pozbyć się własnych blokad i ograniczeń, a także zastosować odpowiednie techniki, aby je wyeliminować.

 

 

Załącznik:

„Idea osobowego Boga nie jest dostępna mojemu umysłowi”. O Jungu, Jamesie, duchowości i badaniach nad ezoteryką – fragmenty rozmowy Juliana Strzałkowskiego z Dr. hab. Mirosławem Pirógiem

Bóg

JS: Kojarzy mi się to z myślą, którą w Potędze teraźniejszości przedstawił Eckhart Tolle. Autor używał bowiem w swojej książce słowa „Istnienie” przez duże „I” na opisywanie podstawy wszelkiego życia, której doświadcza się podczas stanu „Pełni”. Zostaje mu jednak zadanie pytanie: „Kiedy mówisz <<Istnienie>>, czy masz na myśli Boga? A jeśli tak, to czemu nie powiesz po prostu <<Bóg>>?”. Odpiera on na to, że słowo „Bóg” jest nadużywane i często odnosi się do jakiegoś konkretnego obrazu, czy też wizerunku, stąd też nie określa prawdziwej istoty omawianego zagadnienia”. <<Istnienie>> jest natomiast wyrazem otwartym, a więc „Nie wciska niewidzialnej nieskończoności w kształt bytu skończonego”[6]. Czy Pan Profesor uważa podobnie?

MP: Istnieje spór pomiędzy mistykami teistycznymi i nieteistyczymi. Ja, ponieważ nie jestem teistą, to powiedziałbym, że znam przykład religii (chociaż dla mnie to nie jest całkiem religia), która na wszelkich poziomach tłumaczy rzeczywistość bez odwoływania się do osobowego Boga, do którego chrześcijaństwo jest bardzo mocno przywiązane. Oczywiście chodzi tu o buddyzm. Myślę, że kontekście rozmowy o Bogu nie można przyjąć jakiegoś punktu środkowego i prawdy, która miałaby się nim znajdować. Po prostu dla mnie bardziej fundamentalne jest to, że rzeczywistość ta jest nieosobowa, natomiast może się ona manifestować poprzez różnego rodzaju formy osobowe. Bogowie zawsze byli osobami od początku dziejów religii, lecz nie byli bogiem absolutnym, jak Bóg w chrześcijaństwie, czy też islamie.

JS: Czy kwestia związana z Bogiem osobowym nie ma przełożenia na zachodnie i wschodnie mandale? W chrześcijańskich mandalach zdaje na środku zawsze wkładano jakiś wizerunek Boga np. Chrystusa. Na Wschodzie natomiast środek był z reguły pusty.

MP: Nie do końca. W środku mandali wschodnich zawsze co jest. W tybetańskiej jest to na przykład wadżra – symbol doskonałości. To Jung nieraz mówił, że to zachodnie mandale są często w środku puste – że jego pacjenci (uważał on, że rysowanie mandali ma charakter terapeutyczny) nieraz zostawiają puste miejsce. Kiedyś natomiast w Krakowie na wykładzie słyszałem od pewnego historyka chemii – Profesora Helmuta Gebeleina – że w British Museum jest mandala alchemiczna, w której centrum jest lustro. Zatem ktoś kontemplujący może zobaczyć w centrum mandali swoją twarz <śmiech>. W mandali zwykle mieszka jakieś bóstwo lub symbol bóstwa, jak to ma miejsce w tybetańskich i hinduskich mandalach. W centrum może być też kropka, a więc „bindu” – tak jak w słynnej „Śri jantrze” jest mała czarna kropka, ale jest.  

 

jung

JS: Kiedyś znalazłem na internecie wywiad z Panem (ostatnio nie mogę go odszukać, być może strona została usunięta), gdzie wspominał Pan, że także z Jungiem nie we wszystkich sprawach się Pan zgadza. Mógłby to Pan jakoś rozszerzyć, bo rozmówca wtedy nie dopytał o to, a mnie to bardzo zaciekawiło. Chyba, że źle pamiętam i Pan nic takiego nie powiedział. To był bardzo dawno temu, więc teraz już nie jestem do końca pewny.

MP: Nie wiem czy zgadzanie się ze wszystkim jest dobre <śmiech>. W trakcie lektury czasem stwierdzam, że do pewnych kwestii nie podchodzę tak samo jak Jung w danym miejscu to ujął, głównie z powodu odmienności mego wykształcenia. Podam przykład. Jeżeli mówilibyśmy o archetypach, to rozumienie tego terminu u Junga jest bardzo szerokie, co dla niektórych może oznaczać „mętne”. Jeśli więc zgodnie z moim filozoficznym temperamentem zrozumiem archetypowy praobraz jako platońską ideę, to niewątpliwie istnieją teksty Junga, która potwierdzą takie rozumowanie. Gdyby jednak ktoś miał nastawienie bardziej biologiczne, to mógłby to rozumieć inaczej i mieć problem w kontekście archetypów. Trudno bowiem zrozumieć, co to znaczy, że praobraz jest dziedziczony z pokolenia na pokolenie – szczerze nie wiem jak Jung sobie to wyobrażał w pierwszej fazie swojej twórczości, gdy określał on archetypy jako „biologiczne engramy”. Załatwiał to wtedy zdaniami w stylu: „Istnieje struktura mózgu i układu nerwowego, która jest taka sama u każdego, a zatem musi mieć podobny zestaw praobrazów”. W tym miejscu istnieje zatem po prostu luka. W późniejszym czasie podejście samego Junga stało się jednak bardziej filozoficzne, ponieważ wprowadził koncepcję „rzeczywistości psychoidalnej”, która dla mnie, jako dla filozofa, jest bardziej atrakcyjna. Ujmowanie nieświadomości jako psychoidalnej oznacza dla Junga  po prostu uznawanie jej za niepoznawalną i transcendentną. No, ale doszedł do tego dopiero po rozmowach z słynnym fizykiem Wolfgangiem Paulim i podał na piśmie po drugiej wojnie światowej. Jak widać, jungowska myśl ewoluowała i to może dlatego trudno jest mi wybrać rzeczy, z którymi się absolutnie nie zgadzam, bo część z nich ulega na przestrzeni lat działalności autora dużym zmianom. Oczywiście mógłbym się przyczepić jeszcze do przeprowadzonych przez Junga analiz psychologicznych alchemii. Moje trudności z odbiorem tej problematyki wynikają jednak raczej z tego, że, w przeciwieństwie do szwajcarskiego psychiatry, nigdy nie studiowałem tak wnikliwie pism alchemicznych, a co za tym idzie, interpretowana w tej książce symbolika nie zawsze jest dla mnie do końca czytelna. Rozumiem jednak dlaczego Jung zajął się alchemią, dlaczego było ona tak ważna dla niego – odnalazł w niej ten sam świat obrazów, który i jego nawiedził w czasie konfrontacji  z nieświadomością.

JS: Odnośnie krytycznego podejścia do Junga, to przypomniało mi się, że na XXI Forum Inspiracji Jungowskich Profesor Jacek Sieradzan w wystąpieniu Jung a buddyzm w bardzo bezkompromisowy sposób pokazywał rozbieżność pomiędzy myślą Wschodu, a tym, co na jej tematu uważał twórca psychologii analitycznej. Wydźwięk jego wystąpienia był taki, że Jung patrzył na buddyzm przez pryzmat własnej koncepcji, a co za tym idzie, często opacznie go rozumiał. Podczas wykładu przytaczana była też rozmowa Junga z jakąś „szychą” wschodniej religii, podczas której rozmówcy się kompletnie nie zgadzali. Było to dość dawno, więc niestety nie pamiętam żadnych szczegółów. Może Pan Profesor by to jakoś rozwinął? Pamiętam, że na którymś z wywiadów w Śląskim Centrum Psychosomatyki omawiał Pan również tę kwestię.

MP: Prowadziłem niedawno w Śląskim Centrum Psychosomatyki wykład Jung a myśl Wschodu. Nie został on niestety nagrany, natomiast podczas niego postawiłem podobną tezę, co Jacek Sieradzan. Otóż podczas lektury prac Junga dotyczących religii Wschodu i medytacji, więcej zrozumiemy z psychologii analitycznej, niż z buddyzmu, hinduizmu, czy nawet taoizmu. Moim zdaniem taoizm jest w jego dziełach najlepiej pokazany i najmniej zniekształcony, ponieważ dzieło szwajcarskiego psychiatry jest z ducha taoistyczne. Ponadto, o ile mi wiadomo, sinolog Richard Wilhelm, przyjaciel Junga, nigdy nie zarzucił mu, że ten o taoizmie coś źle napisał – wręcz przeciwnie, żartował, że Jung był w poprzednim wcieleniu Chińczykiem. Jeżeli natomiast chodzi o osobisty kontakt Junga ze Wschodem, to w 1938 roku Jung był w Indiach gdzie prowadził rozmowy z panditami (uczonymi filozofami hinduskimi) i nie mógł dość z nimi do porozumienia, bo nie mogli znaleźć wspólnego słowa na to, co psychologia analityczna nazywa nieświadomością. Kiedy dosłownie próbowano to przekładać, to ścierało się to z założeniem hinduizmu, że tym, co najwyższe jest „najwyższa świadomość”. W tym kontekście nazwanie tego nieświadomością jest niewłaściwie. Dla Junga natomiast skarbnicą całej wiedzy człowieka było to, co nazywał „nie-świadomością”. Słowo „nieświadomość” nie rezonowało zatem z różnymi określeniami, które spotykał w hinduizmie. Rzeczywiście należałoby zatem stwierdzić, że to, co Jung robił w swych analizach tekstów religii Wschodu, był bardzo często oparte jedynie na podobieństwie pewnych terminów i nazw. Weźmy na przykład buddyjski termin „Mahamudra”, który został przełożony jako „wielki symbol”, a jest omawiany w tekście Junga Psychologiczny komentarz do „Tybetańskiej księgi wielkiego wyzwolenia. Jung uważał, że jest to symbol w jego rozumieniu, co niestety było fatalną pomyłką. „Mahamudra” można przełożyć jako „wielka pieczęć” i oznacza bezpośrednie urzeczywistnienie natury umysłu, a więc jest szczytem realizacji nauk buddyjskich, natychmiastowym oświeceniem, tak jak pojmuje to tradycja „dzogczen”, do której ów tekst należy. Natomiast symbol według Junga to narzędzie indywiduacji, prowadzący do samorealizacji na poziomie psychologicznym, nie duchowym, jak w buddyzmie. To jest oczywiście jeden z przykładów tylko. Powiedzmy to jasno – Jung nie był mistykiem, nie proponował ścieżki duchowej, był psychologiem i dlatego zarzucanie mu, jak czyni to w  swoim tekście w Przewodniku po myśli Carla Gustava Junga Jacek Sieradzan, że nie pojmował wzniosłych nauk o niedualności, jest nadużyciem. Junga interesowało doświadczenie psychologiczne, nie wykraczał poza sferę psyche ku dziedzinom badanym przez medytujących buddystów.

JS: Z drugiej jednak strony Jung został wyznaczony, czy też oddelegowany do napisania wstępu do książki Daisetza Teitaro Suzukiego „Wprowadzenie do Buddyzmu Zen”. Zamysł poprzedzenia tej pozycji słowami założyciela psychologii analitycznej był taki, żeby w bardziej klarowny sposób wytłumaczyć ludziom Zachodu myśl wschodnią. Wydaje mi się, że do tego typu przedsięwzięć wybiera się osobę, na której wiedzy można polegać. Jung co prawda we wstępie odwołuje się do swojej psychologii, jednak zostaje zaznaczone, że dzięki temu zabiegowi jest on w stanie w jako taki sposób przybliżyć umysłowi zachodniemu wschodni sposób patrzenia na rzeczywistość. Pytanie jednak jest taki, czy tłumaczenie Junga faktycznie ułatwia zrozumienie, czy może jednak je modyfikuje i przekształca na swoją modłę? Żeby to stwierdzić chyba jednak musiałby ktoś zrobić gruntowną analizę tego tekstu, trudno zatem wyrokować o tym w chwili obecnej. Co Pan Profesor uważa?

MP: Pamiętajmy, że to były czasy jednak trochę już odległe. Prawda? Istniały wtedy gorsze tłumaczenia tekstów wschodnich, a co więcej, były to dopiero początki zajmowania się niektórymi zagadnieniami związanymi ze Wschodem. Również psychologia głębi zaczynała się wtedy dopiero kształtować. Dobrym przykładem jest to, jak Jung zajmował się psychologią jogi kundalini. Posiadał wprawdzie teksty w dobrym tłumaczeniu Arthura Avalona,  próbował jednak zrozumieć system czakr w ten sposób, żeby wykorzystać go do wyjaśnienia psychiki człowieka Zachodu. Nie zawsze mu to wychodziło. Jest na przykład w jego seminariach taka próba interpretacji, którą omawiam na zajęciach (prowadzę też zajęcia z filozofii jogi), gdzie Jung próbuje rozgryźć system czakr i daje taką dosyć dziwaczną interpretację. Mianowicie każe nam sobie wyobrazić, że istnieją w nas jakby dwa systemy czakr, z których jeden jest jak gdyby zanurzony w ziemi, a z niego wyrasta drugi, niejako ten właściwy. Dlaczego takie coś nadbudował? Bo mówił tak: człowiek Zachodu wydaje się sobie przebywać w samej tylko świadomości – w czystym logosie związanym z szóstą czakrą – ale z drugiej jednak strony wiemy, że nie jesteśmy oświeceni w sensie hinduistycznym – nie osiągnęliśmy najwyższego poziomu duchowego. Co to znaczy? To, że jesteśmy na tym najwyższym poziomie intelektualnym, ale zarazem ten nasz najwyższy poziom intelektualny jest najniższym poziomem tego właściwego poziomu czakr, o którym pisze hinduizm. Takiego tłumaczenia nigdy później nie spotkałem, to występuje tylko w zbiorze seminariów dotyczących jogi kundalini. To jest taka jakby próba Junga połączenia właśnie tego, że dla człowieka Zachodu najważniejsza jest świadomość, z myślą hinduistyczną, która mówi, że ta świadomość rozpływa się w Absolucie. Jung w tym momencie mówi: jak się świadomość rozpływa, to znika, a więc to jest nieświadomość – to zatem nie może być największe osiągnięcie. Próbował zatem czasem takich ekwilibrystycznych sztuczek, żeby starać się zrozumieć myśl Wschodu. Poza tym warto pamiętać, że interesował go głównie symbolika odniesiona do psychologii  ludzi Zachodu. Kiedy omawiał sen pewnej kobiety, której śniło się, że przez jej ciało przechodzi wąż – wchodzi jej przez ucho i idzie na dół, potem podnosi się do góry i tak dalej, to mógł to interpretować jako podnoszenie się kundalini. Tylko w tym śnie kundalini szła całkiem inną drogą – najpierw na dół, a potem do góry, podczas, gdy w klasycznym opisie kundalini idzie od dołu do góry, do najwyższej czakry. Tutaj mamy inaczej, jest to jednak tylko przykład jednego marzenia sennego, więc jest to bardzo mało materiału, żeby dokonywać jakiś porównań.

JS: Spotykam się też często z tym, że ludzie nie znają stosunku Junga do praktykowania przez ludzi Zachodu wschodnich technik duchowych. Nie jest to oczywiście dziwne, bo szwajcarski psychiatra zostawił ogromną ilość prac i artykułów, a co za tym idzie, mało kto ma czas przeczytać je wszystkie. Warto jednak zaznaczyć, że Jung przestrzegał człowieka wychowanego w kulturze zachodniej przed praktykowaniem duchowości Wschodu. Mówił natomiast, że my mamy swoją własną duchowość, która posiada symbolikę bliższą naszym umysłom. Kiedy mówi to ludziom praktykującym jogę, to są zdziwienie, że Jung coś takiego powiedział, bo istnieje mocno zakorzenione przekonanie, że psychologia analityczna promowała właśnie myśl Wschodu.

MP: Jung ostrzegał ludzi, ponieważ nie lubił takich nurtów jak teozofia i innych tego typu pseudo-wschodnich nurtów okultystycznych, które jego zdaniem tylko małpowały i zniekształcały to, co przyszło ze Wschodu. Natomiast on chciał, żeby powstała kiedyś joga, która wyrośnie z psychologii człowieka Zachodu. Dał nawet takie piękne porównanie, że jeżeli porównamy mandale jego pacjentów z mandalami buddyjskimi, to te pierwsze przypominają rikszę, a te drugie – mercedesa. W mandalach buddyjskich znajdujemy zaawansowane struktury symboliczne, a w mandalach zachodnich tworzą się dopiero pierwociny jakiś wyobrażeń. Wyobrażenia te tworzone przez dłuższy czasy mogłyby natomiast doprowadzić do jakiś zaawansowanych struktur symbolicznych odzwierciedlających w pełni duszę Zachodu. Czy miał rację stawiając ostrą granicę między Wschodem a Zachodem? Na pewno w swoim czasie miał rację, bo każdy geniusz jest ograniczony przez swój czasu, i sama istota geniuszu polega na tym, że do owych granic sięga; jednak czas płynie, granice się przesuwają i najwięksi geniusze poprzedniego czasu okazują się być tylko ludźmi z klapkami na oczach. Wtedy rzeczywiście Wschód był Wschodem a Zachód Zachodem, jak stwierdził Kipling. Dzisiaj, po kilkudziesięciu latach od śmierci Junga, wiele prac pokazuje, że niekoniecznie mamy tak bardzo odmienną strukturę psychiki. Raczej dominuje dzisiaj podejście kulturowe mówiące, że na poziomie indywidualnym każdy ma swoje, że się tak wyrażę, osobiste symbole, są też rozprzestrzenione w danej sferze geograficznej symbole kulturowe oraz istnieją najgłębsze wzorce, być może są wspólne dla wszystkich ludzi. Kiedy zatem pojawiają się naprawdę głębokie archetypy, to już trudno mówić o różnicy między Wschodem a Zachodem. Różnica zatem pojawia się wyłącznie na poziomie kulturowym. Warto zaznaczyć bowiem, że jeżeli buddyzm pojawiał się w Indiach, potem w Chinach, Tybecie, Japonii, Korei, to w każdym z tych krajów jednak był różny. Istota była niewątpliwie ta sama, ale formy kulturowe były diametralnie inne. Proszę sobie porównać tańce w klasztorze tybetańskim i medytacje w klasztorze zen – to są dwa światy stojące wobec siebie na kulturowych antypodach. Być może o to Jungowi właśnie chodziło, żebyśmy nie naśladowali bezmyślnie nauk Wschodu, bo wtedy nie sposób osiągnąć żadnych prawdziwych efektów.

Przypisy   [ + ]

1. tyb. dkyil’khor/maNDal, wym. ćilkor/mendal, sanskr. mandala