„Joga jest światłem, które raz zapalone nigdy nie gaśnie. Im lepsza jest Twoja praktyka, tym jaśniej ono świeci”. BKS Iyengar (Guru)

 

W każdym czasie i w każdym miejscu na świecie mężczyźni i kobiety zawsze poszukiwali szczęścia. Próbowali i cały czas nadal próbują szukać go poprzez różne doświadczenia podążając w wielu kierunkach, a bywa i tak, że często gubią się w tym czego tak naprawdę szukają.

Pytania- czego tak naprawdę chcę od życia? jak to osiągnąć? czym jest szczęście? co znaczy własna realizacja? – i podobne zajmowały myśli większości ludzi przez stulecia. Również odpowiedzi na te pytania balansują na różnych poziomach w zależności od osób które na nie odpowiadają.

Niektórzy z ręką na sercu twierdzą, że przecięż szczęście to pieniądze, dobrobyt materialny, inni rozumieją szczęście rzucając się w nurt pracy i kariery a jeszcze inni proponują tezę miłości i rodziny. Są i tacy dla których szczęście to wolność, cokolwiek by to słowo nie znaczyło.

Ale mimo tych wszystkich przekonań nadal podejmujemy niestrudzone działania w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące pytanie. Najgorsze jest to, że nie mamy cierpliwości i chcemy wszystko natychmiast. Jeśli jakieś działanie nie przynosi rezultatów nasza uwaga automatycznie kieruje się w inna stronę. Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z naszego życia, pracy, partnera czy samochodu od razu staramy się to zmienić.

Ale czego tak naprawdę szukamy?Czego nam brakuje?

Żyjemy w świecie charakteryzującym się nadzwyczajnym rozwojem technologicznym i bagactwem materialnym. Postępy w medycynie pozwalają nam utrzymać w miarę dobry stan zdrowia. Mamy możliwść wyboru spośród ogromnej liczby zajęć i rodzajów życia jakie chcemy wieść. Możemy jeść, ubierać się, mówić i robić praktycznie wszystko co nam przyjdzie do głowy i możemy również podróżować po calym świecie, poznawać, doświadczać i uczyć się.

Pole możliwości jakie mamy jest otwarte i rozległe.

Jednak mimo tego wszystkiego czym dysponujemy, całej naszej obfitości, wolności wyboru, wolności działania, możliwości wyrażania siebie w codziennym życiu czujemy się niespokojni, niezadowoleni, znudzeni, zmęczeni a często rozczarowani i smutni.

W rzeczywistości nawet nie mamy poczucia, że żyjemy…

I w takich właśnie momentach wielu z nas w poszukiwaniu nowej drogi, a może zauroczona egzotycznym mistycyzmem lub ślepo podąrzając za modą rzuca się w nowy wir pytań: Kim właściwie jestem? Co przyszedłem robić na tym świecie? Jaka jest moja droga? itp.

Bardzo często się zdarza, że w naszych poszukiwaniach potykamy się niespodziewanie o matę do Jogi. I w tym naszym pierwszym zetknięciu przez głowę przebiegają nam różne myśli: zastanawiamy się czy joga to ćwiczenia fizyczne by poprawić nasze zdrowie? Czy może to jakaś filozofia życia?Przerzucamy tysiące stron internetowych, czytamy książki, pytamy przyjaciół by wiedzieć więcej, by lepiej zrozumieć to niesamowite „zderzenie” z Jogą na naszej ścieżce. Łapiemy się z całych sił tej szansy, którą los postawił przed nami i powoli zaczynamy poruszać się na obszarach o których do tej pory nie mieliśmy pojęcia.

Dowiadujemy się o tym, że słowo Joga ma kilka znaczeń, a podstawowe z nich to: zjednoczenie- między ciałem, umysłem i duchem, jedność ze Wszechświatem i każdą jego cząstką. Innym znaczeniem słowa Joga jest: ujarzmienie- opanowanie własnego ciała i umysłu, uświadomienie sobie pragnień i popędów które w efekcie są pomocne w drodze do rozwoju osobistego. Jeszcze inne znaczenie słowa Joga to: droga- podięcie działań i nałożenie samodyscypliny w dążeniu do celu, systematyczność i stałość w praktyce.

Celem Jogi jest kontakt z naszą świadomością (wewnętrznym duchem) i nadanie wartości naszemu istnieniu. I tak więc powoli spowalniamy przepływ naszych myśli, przestajemy kontrolować nasze działania i zaczynamy wsłuchiwać się w siebie. Zaczynamy słuchać tego co mówi nasze ciało.

Kontaktujemy się z naszą duszą i podążamy za mądrością, która istnieje w każdym z nas. Zaczynamy żyć w zgodzie z nami samymi i z całym otaczającym nas światem, rozwijamy miłość, jesteśmy wdzięczni za to co mamy i uczymy się przebaczać. Cała ta wiedza spływa na nas powoli podczas praktykowania Jogi. Połączenie ciała i umysłu, zewnętrznego z wewnętrznym, męskiego z żeńskim, ducha i natury pozwala nam wskrzesić iskrę, która jest w nas, iskrę naszej Boskości, naszej świętości.

Życie dzieje się w tej chwili, przeszłość już nie istnieje, a przyszłość jeszcze nie istnieje. Jedynym rozwiązaniem jest więc żyć w teraźniejszości, zjednoczyć ciało, umysł i duszę, naszą wewnętrzną świadomość, nasze światło, nasze Jestem i … poczuć w jednej chwili spokój, którego przedtem nie było, wewnętrzną radość, pełnię szczęścia i tak jakby nasz wewnętrzny uśmiech, który nic innego nie potrzebuje. Mówi nam tylko o tym, że żyjemy, świadomie żyjemy!

Kiedy żyje się chwilą obecną, doświadcza się z wielką intensywnością każdej sytuacji, każdego działania, jest się świadomym, tak w pełni świadomym swoich uczuć i czynów. Tego uczy nas Joga i to wynosimy z każdej kolejnej lekcji do naszego codziennego życia.

Pozwólmy się więc porwać i poprowadzić pod okiem nauczyciela w tą zmysłową i fizyczną podróż w poszukiwaniu równowagi pomiędzy ciałem, umysłem i duszą. Zacznijmy naszą podróż od maty i ćwiczeń fizycznych zdając sobie doskonale sprawę, że Joga to nie tylko coś co robimy rozwijając matę, to raczej coś bardziej skąplikowanego, czego zalety wykraczają daleko poza płaszczyznę fizyczną. Kiedy jesteśmy na macie, w owej chwili, całe nasze życie jest tylko tym – jesteśmy My, nasze ćwiczenia, nasze medytacje i nasza wewnętrzna przemiana.

Nic inne nie jest ważne!

Asany mówią o nas, wszystko mówi o nas począwszy od koloru naszej maty aż po pozycję w której jesteśmy ułożeni czy medytację w której trwamy. Jak sobie radzimy z najtrudniejszą Asaną, jak nie dajemy rady albo jak nie możemy utrzymać równowagi i chce się nam krzyczeć. Jak nie potrafimy się skoncentrować, wyciszyć, zebrać do kupy rozbieganych myśli i zanurzyć w medytacji. Wokół nas są osoby stojące proste jak świeca na środku sali na przykład na głowie jak i Ci którzy nie spróbują wykonać tej pozycji nawet oparci o ścianę. Jesteśmy otoczeni różnymi ludźmi i każda z tych osób próbuje znaleźć swoją ścieżkę i robi to na różne sposoby. Tak jak w życiu, patrzenie na otaczająca rzeczywistość z nogami uniesionymi ku górze jest przerażające, ale może być również zadziwiające.

Każdy z nas szuka spokoju jako końcowego uwieńczenia fizycznych i umysłowych zmagań. I ta namiastka spokoju, którą udaje nam się osiągnąć podczas praktyk jogi czy medytacji wyparowuje jak kropla wody w zetknięciu z codziennością, z realnym światem czekającym za drzwiami.

Ale dzięki stałej praktyce wykonanej z wielką uwagą i zaangażowaniem możemy zachować nasz błogi stan spokoju.

To jest pierwsza rzecz, o której musimy pamiętać – to jest możliwe.

Nie tylko możliwe, stanowi cel sam w sobie dla tych dla których Joga stała się filozofią życia. Dla niektórych nadal pozostanie tylko techniką by uspokoić skołatane nerwy czy złagodzić ból pleców.

Uważam, że każdy ma prawo czerpać z całego bogactwa jogi akurat to co w danej chwili jest mu potrzebne, reszta przyjdzie później, w odpowiednim momencie, kiedy będziemy na to gotowi.

 

Wszyscy Ci którzy chodź trochę zainteresowali się kulturą Tybetu zetknęli się z głębszym postrzeganiem jogi, która nie kończy się na Asanach.

Czytając książkę Dalajlamy „Sekretna świątynia Dalajlamy” zetkniemy się z obrazami starożytnych joginów pokazujących pozycje tybetańskiej jogi fizycznej zwanej Trul Khor co znaczy” magiczne koło”.

Ta właśnie praktyka jogi w tradycji Tybetu stanowi bardzo ważną ścieżkę służącą rozpoznawaniu oświeconego umysłu.

Mimo, że w praktyce wykorzystuje się ciało, jest ono tylko jedną z trzech bram poprzez które praktykujący jogę zmierza do celu- rozpoznania prawdziwej natury umysłu. Pozostałe dwie bramy umożliwiające osiągnięcie oświecenia to; umysł i mowa (lub energia).

Sanskryckim odpowiednikiem Trul Khnor jest Jantra Joga. Jest w niej wiele podobnych pozycji do tych używanych w Hatha Joga, ale sposób dochodzenia do tych pozycji, główny cel i punkt widzenia są inne.

W Trul Khnor postawy nie są statycznymi asanami, ale są w ciągłym, często energicznym ruchu. Praktyka tej jogi, zakorzenionej w prastarej, tybetańskiej nauce o żywiołach, harmonizując ciało, oddech i umysł ma na człowieka działanie bardzo pozytywne, często optymalizuje lecznicze efekty.

Szczególnie tradycja Bon bada te żywioły, ale obecne są również w naukach tantr, tybetańskim szamanizmie i jest trochę podobnym do pięciu żywiołów medycyny chińskiej. Propagator tybetańskich nauk tradycji Bon, Tenzin Wengyal Rinpocze tak mówi o jodze Trul Khor: „Trul Khor jest cudowną codzienną praktyką, pozwalającą zwłaszcza kontrolować i radzić sobie ze stresem naszego współczesnego życia w społeczeństwie. Ma ona moc równoważenia energii umysłu i ciała i pomaga także w praktykach medytacyjnych”.

Celem Jogi w naszym codziennym życiu jest coraz większe identyfikowanie się z naszą prawdziwą wewnętrzną naturą, która jest absolutnym szczęściem i poczuciem spełnienia wykluczając kompletnie identyfikację z myślami i emocjami. Zapytamy-jak to wszystko pogodzić?

Odrzuciwszy możliwość porzucenia dzieci, partnerów i pracy, zapuszczenia długich włosów lub zgolenia ich do gołej skóry i udania się do pustelni w Himalajach, pozostaje nam tylko zakasać rękawy i podjąć ciężki „wysiłek” (słynny Patańdźali w Tapas Joga- joga ascezy-mówi o gorliwym wysiłku praktykujących duchową drogę).

Jednak są takie dni kiedy praktyka wydaje nam się bezużyteczną stratą czasu, gdzie tysiąc myśli kłębi się w głowie… są dni kiedy tracimy kompletnie zaufanie do świata i nas samych, ale nasze ciało nie chce tego słuchać. Nasze ciało decyduje za nas, wchodzimy na matę a wtedy świadomość i wyciszenie obejmują powoli nasz umysł i delikatnie się po nim rozpływają.

Jak stawić czoło przeciwnikowi w pozycji wojownika?Ile damy radę wytrzymać przywierając jak drzewo twardo do ziemi?

Ile siły wskrzesimy w sobie by wytrwać w Asana które wydaje się nam niemożliwe?

Asana mogą być dla nas źródłem ogromnej satysfakcji, uczą nas cierpliwości, rozwijania świadomości ciała, jego funkcjonowania i rozłożenia w przestrzeni.

Stawiają nas również w sytuacji kiedy musimy zaakceptować własne ograniczenia. Jest to wspaniała lekcja znajomości ciała i … znajomości życia, bo przecięż jak już mówiliśmy nie w samych Asanach leży sens i moc jogi.

Jednak tak jak fale na morzu podczas odpływu pod wpływem ćwiczeń jogi nasz umysł wycisza się, uspokaja, scala z naszym ciałem i możemy zacząć medytację. Istnieje wiele rodzjów medytacji, które praktykujemy używając pozycji, bhandhas, wizualizacji, technik oddychania, śpiewu, ciszy czy nawet chodzenia czy mówienia. Bez względu na formę medytacji, jej definicja jest bardzo prosta; medytacja jest sposobem przebudzenia, osiągnięciem wyższych form poznania.

Ale dla wielu z nas medytowanie nie jest łatwe. Bardzo ciężko jest się nam skoncentrować, czyli spełnić najważniejszy aspekt medytacji. Stworzenie stanu w którym jesteśmy zawsze obecni, obecni przez caly czas i każdego dnia wydaję się wręcz nieosiągalne. Trudno jest również znaleźć odpowiedni czas i miejsce w dzisiejszym zabieganynym życiu. Ale jeśli się zdecydujemy, na pewno uda nam się wygospodarować trochę czasu i przy pomocy odpowiedniego nauczyciela będziemy mogli się cieszyć całym bogactwem, które zaoferuje nam joga.

 

Ale Joga nie jest tylko na salach, nie jest tylko w Asanach, joga to doświadczenie jedności w naszej codzienności. Na zajęciach uczymy się elastyczność ciała, ale jest to tylko odbicie naszej wewnętrznej elastyczności, naszego potencjału, gotowości do zmian. Ponieważ ciało może wyginać się i zmieniać, więc może to robić również nasz duch.

Wiele razy słyszałem stwierdzenie, że Joga nie jest dla wszystkich, osobiście uważam, że absolutnie tak nie jest, że zdarzają się tylko nieodpowiedni momenty w życiu każdego z nas by podążyć ścieżką Jogi.

Ale to tylko chwilowe sytuacje, te odpowiednie nieuchronnie nadejdą. Jeśli będziemy słuchali swoich potrzeb w danej chwili, praktyka jogi pomoże znaleźć odpowiedzi na pytania, na które szukamy odpowiedzi.

Co by się stało gdyby wszyscy mieli tego świadomość?

Świadomość, ta pozwoliłaby nam zrozumieć, że możemy upaść, zachwiać się, ale potem również możemy zawsze się podnieść i wrócić do pozycji psa z głową do dołu, lub spokojnie położyć się na macie, odzyskać nasz oddech i dać sobie następną szansę.

Tak, tak, ścieżki Jogi są nieograniczone i czeka na nich wiele radosnych niespodzianek.

 

Ale jak to bywa z każdą nową dziedziną zacznijmy na początek od kilku słów o Jodze byśmy mieli jej ogólny zarys.

 

Historia Jogi została opracowana w starożytnych Indiach w okresie 3300-1900 P. n. e. Przez wiele stuleci funkcjonowała tylko na podstawie przekazu ustnego i w niektórych aspektach nadal tak funkcjonuje. Pierwsze pisemne materiały o Jodze znajdują się w Rig Veda (obrządkowej Księdze Wedyjskiej), która została napisana między 1500-1200 P. n. e. Z drugiej strony niektórzy badacze twierdzą, iż astronomiczne odniesienia w księdze sugerują, że została częściowo napisana jeszcze wcześniej w IV tysiącleciu przed Chrystusem.

Joga ma wielki wpływ na rozwój kilku ruchów religijnych w Azji, w tym buddyzmu (Budda był uczniem dwóch Joginów), dźinizmu, taoizmu, sikhizmu i sufizmu.

Na przestrzeni wieków opracowano wiele szkół różnych ścieżek Jogi. Najważniejsze z nich to: -Raja Joga (ścieżka dyscypliny i medytacji) -Jynana Joga (ścieżka poznania i wiedzy) -Bhakti Joga (ścieżka miłości i oddania Bogu) -Karma Joga (ścieżka bezinteresownego działania) -Hatha Joga (wraz z rożnymi nowoczesnymi rozwinięciami – ścieżka oczyszczenia ciała przez żarliwą praktykę) -Krija Joga- (ścieżka całkowitej przemiany wewnętrznej) -Tantra Joga (w niej Mantra, Kundalini, Laya, Nada i Joga Hatha). – jak również Sześć Jog Naropy. – joga buddyzmu tybetańskiego Diamentowej Drogi.

 

Buddyzm tybetański lub potocznie Lamaizm zasługuje na osobną dyskusję z kilku ważnych powodów. Jest on formą buddyzmu mahajanistyczno- tantrycznego powatałego na bazie indyjskiego buddyzmu tradycjonalnego i najstarszej religia Tybetu- Bon, która przez stulecia zdołała zasymilować się w pewnym sensie z buddyzmem. Po pierwsze charyzmatyczna postać Dalajlamy jako najwyższego autorytetu sprawia, że ta religia jest bardzo aktualną w dzisiejszych czasach.

Po drugie, większa świadomość w buddyzmie tybetańskim, mówiąca o tym do czego zdolny jest nasz umysł, czyni go bardzo cennym naukowo, mówimy tutaj o ważnych odkryciach w psychologii i fizyce kwantowej.

Po trzecie jeśli mówimy o duchowości, antycznej, przed- buddyjskiej, jego początki zacierają się w mgle czasu prowadząc nas do pradziejów. Możemy więc śmiało powiedzieć, że jest to najstarsza z praktykowanych religii w dzisiejszym świecie. Przed-Buddyjski Bon to świat szamanów, zamieszkały przez duchy i demony, zbudowany na wierzeniach i rytuałach magicznych, inspirowany koncepcją, że cała natura jest zamieszkała przez duchy.

Stąd wynika konieczność wypędzania demonów, czyli złych duchów, by powróciła harmonia. Wraz z początkami buddyzmu szamanizm oczywiście nie został wyparty z tego uroczego kraju, kolebki antycznej cywilizacji, ale każda próba określenia jego początków spełzała na niczym.

Przechodząc przez wszystkie etapy starożytnych religii, zauważymy że również i ta przeżyła w świadomości i pamięci zbiorowej, na poziomie ludowym i magicznym. Wszystko to co przez stulecia działo się w Tybecie, dało początek”fuzji”starej religii Bon z Buddyzmem. Ułatwił to zwłaszcza otwarty charakter tej ostatniej (Ci którzy interesują się religiami orientalnymi, zauważą, że charakteryzują się one wizją rzeczywistości bardziej płynną niż te typowe dla naszego Zachodu). Możemy więc śmiało powiedzieć, że buddyzm tybetański jest połączeniem starożytnego kompleksu rytuałów, wierzeń i praktyk z jednej strony i buddyzmu z drugiej strony.

Ale wróćmy do Jogi i jej wkroczeniu w naszą rzeczywistość.

Pod koniec dziewiętnastego wieku, Joga trafiła na Zachód dzięki Swami Vivekananda, który przemawiał w Parlamencie w Chicago w 1893 roku. Jego wizyta i przemowa wzbudziły duże zainteresowanie Jogą i otworzyła drzwi Stanów Zjednoczonych i Europy dla wielu innych mistrzów. Jeśli chodzi o podział Jogi możemy ją podzielić na cztery podstawowe aspekty praktyki; ciało, oddech, umysł i życie. Ten podział jest alternatywny w stosunku ośmiu „ramion” jogi, skodyfikowanych przez Patandźalego w jego Jogasutrach (najstarszy traktat klasycznej jogi indyjskiej).

Mówiąc o ciele, mówimy o wszystkich pozycjach Jogi zwanych Asana wraz z blokadami mięśni zwanymi Bandha i technikami oczyszczającymi zwanymi Shatkarma, pomagają nam utrzymać nasze ciało zdrowe, mocne, elastyczne i pełne sił witalnych. Niektóre ogólne korzyści wynikające z praktyki Asan to;-obniżenie ciśnienia krwi-obniżenie poziomu cukru we krwi-zmniejsza wytwarzanie kortyzolu (hormonu stresu) -zwiększa elastyczność, siłę i równowagę-zwiększa energię i witalność-poprawia metabolizm-poprawia jakość snu-poprawia postawę ciała-wzmacnia system odpornościowy-zmniejsza bóle przewlekłeKażde ułożenie ma również korzyści zdrowotne i terapeutyczne. Na przykład pozycja budowania mostu (savangasana) stymuluje tarczycę, rewitalizue uszy i migdałki, bilansuje układ trawienny i endokrynologiczny.

Codzienna praktyka, bogata w różne postawy Jogi to bardzo dobra medycyna zapobiegawcza, przynosząca liczne korzyści zdrowotne. Z duchowego punktu widzenia celem praktyk fizycznych jest;

-uspokojenie swojego umysłu i ciała przed medytacją-przygotowanie organizmu do siedzenia bez ruchu podczas długich medytacji

-wyzwolenie organizmu z chorób tak by praktyki nie były przerywane lub mało wydajne.

-sprawienie by organizm był bardziej odporny na ciepło, zimno, ból, głód co w efekcie powoduje mniejsze rozproszenie na czynniki zewnętrzne.

-zwiększenie witalności (głębokie medytacje wymagają ogromnej energii)

-zwiększenie żywotności (co za tym idzie większa ilość medytacji).

W efekcie, zdrowy i silne ciało to bardzo dobry fundament do praktyk głębokiej medytacji. Z drugiej strony, praktykowanie z uwagą Asan jest formą medytacji dynamicznej. Dlatego tak ważne jest wyłączenie muzyki i odcięcie od wszelkiego rodzaju rozproszenia, koncentrowanie się na ciele i na oddechu, i rozluźnienie podczas praktyk oraz koncentracja na chwili obecnej.

Mówiąc o oddechu musimy sobie zdać sprawę, iż nasz oddech i umysł są ze sobą ściśle powiązane. Pracując nad oddechem możemy zmienić nasz stan psychiczny i odwrotnie. Na dodatek łatwiej nam przychodzi uspokojenie oddechu niż uspokojenie umysłu. Jak widać praca nad oddechem jest potężnym narzędziem dla naszego zdrowia fizycznego, emocjonalnego, dobrego samopoczucia i medytacji. Celem Pranajamy (sztuki oddychania w Jodze) jest dotlenianie krwi, uspokojenie emocji, uspokojenie układu nerwowego i wzmocnienie „racjonalnego mózgu”(przysadki mózgowej).

Oprócz tych wszystkich funkcji Pranajama pomaga w uspokojeniu w stresie pourazowym. Z duchowego punktu widzenia celem Pranajamy jest uspokojenie umysłu, dzięki czemu będzie spokojny, skoncentrowany i hermetyczny (pratyahara), zwiększenie długości życia i zdrowia.

W tradycji Kundalini Joga, Krija Joga i Tantra Joga mówi się o oczyszczeniu kanałów Nadi Shodana, wyrównaniu energii prana i apana, umożliwieniu przepływu prany przez centralny kanał (sushumna) i obudzeniu Kundalini. By to nastąpiło Pranajamie musi towarzyszyć wizualizacja, mantry i inne procesy jogi. Zajmując się umysłem, powiedzmy o jednym z celów Jogi czyli medytacji. Wszystkie praktyki jogi przygotowują nas do tego by medytować skutecznie.

Gdy w ciele (Asana) panuje cisza i szczęście oraz jednolitość w oddechu (Pranajama), umysł jest dużo lepszej pozycji, aby medytować poprawnie.

Jak możecie sobie sami wyobrazić istnieje wiele metod medytacji w Jodze, a najważniejsze z nich to:

-Medytacja z Czakrami

-Medytacja z Mantrami

-Trataka- koncentracja wzrokowa, wpatrywanie się.

Techniki różnią się w zależności od tradycji Jogi.

W Tantra Joga jest różnorodność medytacji skupiających się na wizualizacji i energii, w Bhakti Joga, Bóg jest obiektem koncentracji, a w Jnana Yoga mówimy o absolutnej i czystej świadomości.

Nie będę znowu powtarzać, że celem praktyk medytacji jest poprawienie naszego zdrowia, dobrego samopoczucia i wydajności w każdej dziedzinie życia. Oczyszczamy również umysł z negatywnych myśli i emocji, uwalniamy się od ograniczających nas przekonań i jesteśmy w stanie nawet osiągnął stopień nadświadomości Samadhi, który jest najwyższym stopniem osiągnięć duchowych w Jodze. Oczywiście nie już i nie zaraz, Joga uczy nas cierpliwości, wytrwałości i lojalności wobec siebie, postawionych sobie celów i praktyki, ale najważniejszy byśmy sami chcieli tej cierpliwości i lojalności się nauczyć.

Praktykując Jogę jako nasz osobisty sposób na życie lub jako poważną praktyka duchowa, jesteśmy zaproszeni do tego by zintegrować jej podstawowe walory z naszym codziennym życiem.

 

Oto podstawowe zasad Jogi, które nie są nam narzucane, a jedynie przedstawione byśmy sami indywidualnie je odkryli i zinterpretowali we właściwy sposób.

Poznanie zewnętrzne- Przykazania moralne i etyczne – yama

  1. Niekrzywdzenie (ahimsa)
  2. Prawda (satya)

3.Powstrzymanie się od kradzieży (asteya)

4.Powściągliwość (brahmacarya)

5.Nie pożądanie cudzych dóbr (aparigraha)

Zasady postępowania-niyama

1.Czystość (sauca)

2.Zadowolenie (santosa)

3.Gorliwy wysiłek (tapas)

4.Studiowanie Wed (swadhyaya)

5.Skupienie na Bogu (ishvarapranidhana)

Poznanie wewnętrzne

1.Rytmiczna kontrola oddechu (pranajama)

2.Powściągnięcie zmysłów (pratyahara)

3.Koncentracja (dharana)

Poznanie duchowe

1.Medytacja (dhyana)

2.Skupienie, połączenie niższej i wyższej jaźni (samadhi)

 

Na początku naszej przygody z Jogą zasady te mogą być postrzegane jako ograniczenia lub poświęcenia, ale w miarę postępów w praktyce okaże się, że są to inteligentne wytyczne, aby pomóc nam podejmować jak najlepsze decyzje dla nas samych jak i dla osób w naszym otoczeniu.

Tak w skrócie powiedzieliśmy kilka ogólnych słów o Jodze, więc teraz możemy spokojnie zająć się Jogą Tybetańską która w efekcie opiera się na starożytnych pismach interpretowanych przez ciało bez dodawania niczego nowego ani własnego, a tylko na skrupulatnym wykonywaniu oryginalnego nauczania.

Ruchy wykonywane są w idealnej ciszy, dlatego odczucia dotykowe i energetyczne prowadzą do prawidłowego dekodyfikowania tekstów.

Praktyka podzielona jest na trzy fazy: – pierwszy etap poświęcony jest ćwiczeniom fizycznym, to znaczy Asana. Asana jest podstawą, która generuje poczucie szczęścia. Ciało musi aktywować Asana, musi przejść przez intensywny wysiłek, by generować zdolność odczuć zmysłowych, które wychodzą poza ciało fizyczne. Ciało jest częścią najbardziej oporną, dlatego pracując nad nim i wzmacniając go przechodzimy do późniejszych etapów. Starożytne teksty wspominają zawsze o kilku ścieżkach w celu osiągnięcia Nirwany (stanu głębokiego spokoju i duchowej wolności- przerwaniu cierpienia).

Wśród nich jest ścieżka właściwych poglądów, ścieżkę właściwego myślenia, ścieżka właściwej mowy, właściwego postępowania, właściwego dążenia, właściwej koncentracji i właściwego sposobu pozyskiwania pieniędzy. – drugi etap poświęcony jest wsłuchiwaniu się w generowane uczucia podczas głębokiego relaksu. – trzeci etap poświęcony jest wzajemnemu opowiadaniu o doświadczeniach, uczuciach i ich wyjaśnianie. Ten etap ma wyłącznie na celu doprowadzenie do świadomości zdarzeń, które wystąpiły w tym krótkim czasie i które są nadal delikatnie wyczuwalne.

W Hatha Joga Pradipika autorstwa Yogi Swatmarama czytamy;

” Młodzieniec, osoba w podeszłym wieku czy starzec, chory czy osłabiony, niestrudzony w każdym aspekcie Jogi, dzięki ciągłym ćwiczeniom, otrzymają pełnię spełnienia „.

Nie ma wątpliwości, że potrzebna jest ciągła praktyka, by w pełni podążać ścieżkami Jogi i by co za tym idzie rozwijać się wewnętrznie.

 

Wróćmy teraz do Sześciu Jog Naropy- czyli głębokich praktyk medytacyjnych Diamentowej Drogi. W Diamentowej Drodze staramy się zawsze przekształcać nasze stany umysłu. Doświadczając przestrzeni i otwartości doświadczamy stanu prawdy, a kiedy pojawiają się myśli i uczucia doświadczamy przejżystości, bogactwa naszego umysłu.

Medytacja Diamentowej Drogi opiera się na trzech filarach: wierze, że wszystkie istoty i zjawiska są doskonałe, medytacji, która przekształca tą wiarę w bezpośrednie doświadczenie i skuteczne działanie, wypływające z uzyskanego wglądu. Praktykowanie nie ogranicza się tylko do medytacji, ale może być wykonywane w każdym momencie życia. Jogi Naropy dzielimy na;

-Phowa- joga świadomego umierania

-Gyulu- joga ciała iluzorycznego

-Tummo- joga wewnętrznego żaru

-Osel- joga przejrzystego światła

-Milam- joga snu

-Bardo- joga stanu pośredniego.

Zajmiemy się tutaj tylko niektórymi z nich i w pierwszej kolejności będzie to Milam- Joga Snu i Śnienia. W kontekście buddyzmu tybetańskiego od czasów starożytnych dużo uwagi zostało poświęconej świadomemu śnieniu, na tyle by umieścić go w centrum najważniejszych praktyk medytacyjnych i duchowych nazywając „tybetańską jogę snu”. Praktyka ta została zapoczątkowana w północnych Indiach, od tradycji medytacji tantrycznych o różnym pochodzeniu: kultów Bon, tradycji ustnej Zhang Zhung, Tantra Matka, sześciu nauk Naropy.

W hinduizmie, klarowność we śnie jest poszukiwana w praktykach Jogi Nindra. Pierwsze wzmianki o niej sięgają około siódmego wieku naszej ery.

Wracając do sześciu nauk Naropy, powiedzmy kilka słów o ich nauczycielu. Naropa był indyjskim nauczycielem buddyzmu tantrycznego, żył w XI wieku przed Chrystusem. Jego sześć nauki (lub sześć praw Jogi Naropa) zostały przekazane przez niego Tybetańczykowi o imieniu Marpa, który następnie rozpowszechnił ją w Tybecie. Jedna z tych sześciu nauk mówi o świadomości podczas snu i kontroli sennych marzeń. Pierwszym krokiem podczas praktyk jest uświadomienie sobie, kiedy zaczynamy śnić, że śnimy. Jest to najlepszy sposób, aby zrozumieć iluzoryczną naturę snu, po czym jest możliwość jego zmiany zgodnie własnym życzeniem. Praktyka świadomego śnienia pozwala zrozumieć, że sny są iluzoryczne, ale najważniejszym celem jest zrozumienie, że również iluzoryczna jest rzeczywistość podczas czuwania.

Świadomy sen jest postrzegany jako sposób na zniszczenie iluzorycznej natury tego, co nazywamy „rzeczywistością”. Jest to długi proces, którego końcowym celem jest osiągnięcie świadomości; jesteśmy przyzwyczajeni, przykładać większą wagę do rzeczywistości tylko dlatego, że wydaje się nam bardziej realna i stała, ale fakt ten też jest iluzoryczny. Jeśli to zrozumiemy, będziemy mogli uwolnić się od bólu, cierpienia czy strachu. Budda osiągnął ten stopień świadomości i wyzwolenia, i stał się Przebudzonym (lub jak kto woli Oświeconym). Rzeczywistość nie jest iluzją, i jest również możliwe,”przebudzenie się „w tej rzeczywistości”.

Rzeczywistość nie jest również fałszywa, ale jest inny od tej, jaką jesteśmy pewni, że znamy (ułuda Maja- usłana zasłaniając rzeczywistość).

Koncepcja duchowego przebudzenia w buddyzmie jest wyrażona terminem Bodhi (” przebudzenie” lub „oświecenie”), które mają te same korzenie etymologiczne z imieniem Buddy (Przebudzony lub Oświecony”); On sam, pytany o to czy jest bogiem czy po prostu człowiek odpowiedział: „Jestem przebudzony”; To jest prawdziwe znaczenie słowa Buddy „ten który się przebudził”.

Jednak samo świadome śnienie czyste i proste nie może sprawić, że

„przebudzimy się” w sensie duchowym. To jest dopiero początek podróży.

Aby osiągnąć ten wysoki poziom świadomości jest potrzeba medytacji, która stopniowo przeniesie Nas na wyższy poziom świadomości. Aby przejść do wyższego poziomu, musimy praktykować medytację we śnie.

Tybetańska joga snu łączy nas z naszym duchem, pokazuje głębię umysłu, sprawia, że jesteś w stanie zmierzyć się ze swoimi lękami. W ten sposób możemy być świadomi w każdym aspekcie naszego życia. Również w stanie czuwania będziemy wolni od ograniczeń, strachu, cierpienia, bólu czy rozczarowania. Praktykując Jogę Snu możemy dotrzeć nawet do głębszych poziomów: w rzeczywistości można zachować jasny umysł nie tylko w snach czy w czasie snu REM, ale także w fazie głębokiego snu. W głębokim śnie nie ma snów, nie ma nic, jest tylko próżnia. Ale właśnie w tej próżni można dotrzeć do wyższego poziomu medytacji, ponieważ uzyskujemy dostęp do głębszych poziomów świadomości, zaczynamy pracę od „korzeni” naszego „jestem”.

Paradoksalnie, im bardziej nasze ciało pogrążone jest we śnie, tym bardziej nasza dusza nie śpi. Z tego powodu, medytacja jest o wiele bardziej wydajna i skuteczna od tej, którą wykonujemy podczas czuwania.

To taka „droga na skróty” by szybciej zacząć naszą wewnętrzną przemianę. Praktyka ta może dać nam wielką siłę psychiczną, ale chociaż najbardziej bezpośrednia, jest o wiele trudniejsza od innych praktyk medytacyjnych. Trudniejsza, ale nie aż tak skomplikowana jak by się wydawało, Mimo to nie można na początku wykonywać ich na własną rękę czy na podstawie przeczytanych książek, wymagają nauki pod okiem wykwalifikowanego nauczyciela. Ci, którzy praktykują tybetańską jogę snu i marzeń sennych mogą dotrzeć do ostatecznego, końcowego poziomu nauki, który dotyczy śmierci.

W rzeczywistości, istnieje analogia między przemiennością snu i czuwania, tak jak życia i śmierci.

Między snem i czuwania istnieje etap pośredni snu, między życiem a śmiercią również istnieje taki etap pośredni, który w buddyzmie tybetańskim jest zwany Bardo. Dokładniej Bardo jest stanem przejściowym między dwoma życiami które się nachodzą, jedno życie się kończy, a następne zaczyna.

Po śmierci, rozpoczyna się nowe życie zwane reinkarnacją, ale przed zaczęciem nowego życia, istnieje właśnie ten etap przejściowy „pośredni” określony jako Bardo. Medytacyjna praktyka jogi snu i śnienia pozwala rozpoznawać równoległość między pójściem spać, śnieniem, budzeniem się, a – z drugiej strony – śmiercią, stanem Bardo oraz nowym życiem. Osoba, która osiągnęła oświecenie pamięta swoje poprzednie życia i po śmierci jest w stanie zachować klarowność (jasność) nawet na etapie Bardo.

Polecić tutaj mogę interesującą książkę wielu autorów przetłumaczoną przez Ireneusza Kanię –”Tybetańska Księga Umarłych” w której zbliżymy się do tematyki śmierci i odrodzenia opisywanej przez starożytnych mistrzów.

 

Wracając do sześciu Jog Naropy należy zwrócić również uwagę na bardzo interesująca naukę Tummo- Jogę Wewnętrznego Żaru. Joga Tummo, która rozpala „wewnętrzny żar”, to praktyka buddyzmu tybetańskiego, która jest w stanie podnieść temperaturę ciała. Ale to przede wszystkim potężna medytacja Jogi- uważana często (w nowych szkołach buddyzmu) za praktykę bardzo tajemną i niebezpieczną. Naucza się jej tylko zaawansowanych praktykujących, ponieważ jest jedną z „sześciu Jog Naropy”, bardzo rozbudowaną i poza klasztorem bez wykwalifikowanego nauczyciela nauka jest wręcz niemożliwa.

W naszym kraju jest ona wciąż mało znana (w pełnej formie), praktykuje się raczej łagodne formy Tummo polegające na ćwiczeniach relaksowo- koncentrujących. Jeśli jednak mamy okazję czy ochotę zbliżyć się do tej praktyki, zauważymy, że jest bardzo skuteczna w poprawieniu naszego samopoczucie psycho-fizycznego. Jest ona również w stanie zapewnić niezrównane korzyści dzięki mocy naszych własnych myśli i ćwiczeń oddechowo-relaksujących.

Szybko regeneruje nasze siły, podnosi witalność oraz pozwala szybko wypocząć. Podążając tokiem naszych myśli i zagłębiając się trochę w zrozumienie Tummo, wędrujemy od razu do tego „wewnętrznego żaru”, którego często nie potrafimy pojąć. Wszystkim nam zdarzyło się umierać z zimna w mroźne zimowe wieczory marząc o odrobinie ciepła. Nieuchronnie, zwłaszcza dla tych co cierpią z powodu niskich temperatur, uczucie zimna wywołuje negatywne emocje, które z kolei mogą doprowadzić do lęków, apatii, depresji i nie opuszczają nas aż do powrotu ciepłych pór roku.

Jeśli spojrzymy trochę dalej, ponad nasze horyzonty i poszybujemy w naszych myślach do odległego Tybetu możemy znaleźć rozwiązanie naszych problemów w praktykach buddyjskich mnichów, którzy przez lata skrzętnie strzegli sekretu Tummo czyli wewnętrznego żaru.

Niedawno zachodni naukowcy potwierdzili, że Tummo „rozpala ciało”i jest w stanie zwiększyć o około 8 ° C temperaturę na poziomie rąk i stóp, które są częściami ciała najbardziej narażonymi na zimno. Praktyczny aspekt Tummo jest znany tybetańskich mnichom, którzy muszą przetrwać na oblodzonych szczytach swoich wspaniałych gór. Jako dowód przygotowania do tych drastycznych warunków klimatycznych mnisi przyodziewają się w cienkie płótna zmoczone wodą i idą medytować nad brzeg oblodzonego jeziora. Jak można sobie wyobrazić jest to jedna z najtrudniejszych prób przeżycia i może się zdążyć, że nie wszyscy przejdą przez nią zwycięsko.

Milarepa (wielki mistrz buddyzmu tybetańskiego) w swoich pieśniach, opisuje spokojną medytacji pod śniegiem, ubrany tylko „ w lekkie ubranie z bawełny”. Ale co to jest Tummo z tybetańskiego punktu widzenia Jogi?

Jest to właśnie praktyka, która należy do jednej z 6 Jog Naropa.

Dziś powiedzielibyśmy, że jest to rodzaj wizualizacji, ale oczywiście jest to wiele więcej. Wyobrażamy sobie płomień koloru czerwonego zlokalizowany w okolicy pępka, ale wewnątrz naszego ciała. Ten czerwony płomień musi posiadać precyzyjny wygląd: wygląda jak Stupa (najprostszy typ budowli sakralnej buddyjskiej) lub jak grot, który w górnej części posiada półksiężyc i powyżej księżyca słońce, z którego oddala się mała iskra, reprezentująca wewnętrzny dźwięk (nada). Medytacja nad płomieniem odpowiada mocy rozpalenia wewnętrznego ognia, umieszczonego w centralnym kanale energetycznym

(„uma” w języku tybetańskim- blask, światło, „Nadi”– kanał, żyła w sanskrycie). Aby ożywić płomień konieczne jest, aby oba kanały boczne połączyły się, przenosząc naszą uwagę na centralny kanał przepływu energii: ta jedność jest reprezentowane przez równowagę osiągniętą przez Słońce i Księżyc nad końcówką grotu.

Jak pisze Naukowiec Jacques Vigne, „w ten sposób kanał centralny otwiera się coraz bardziej pozwalając krążyć energii życiowej i poczucie wewnętrznego szczęścia stabilizuje się w ciele”.

Na poziomie fizycznym efektem jest wzrost temperatury ciała, na płaszczyźnie duchowej, efekt to otwarciu kanałów energetycznych, które opisywane są w tybetańskich esejach jako zatkane przez swego rodzaju „robaki”.

Żar Tummo jest ściśle połączony z energią ciała, dlatego w praktykach łączy się go z ćwiczeniami fizycznymi mającymi na celu rozluźnienie ciała i kanałów energetycznych wewnątrz niego.

Vigne pisze również: „To sposób, aby zwrócić uwagę, że ogólnie nasze uczucia są fragmentaryczne, rozdrobnione i nie łączą się w harmonijny przepływ prądów przez całe ciało; Są jak stojąca woda, zamiast być płynącą nieustannie rzeką”. Poprzez skupienie się na ogniu, który rozgrzewa na wysokości pępka mnisi recytują mantry. W szczególności, dwa dźwięki, „A” i „ham”, które są pierwszym i ostatnim dźwiękiem alfabetu tybetańskiego (nasz alfa i omega).

Jako takie zawierają cały alfabet, wszystkie dźwięki, które łączą się razem. Zauważamy również, że połączenie dwóch dźwięków produkuje „aham”, pojęcie, które w sanskrycie oznacza „ja”. Wewnętrzny płomień przechodząc w mantrze przez cały alfabet uwalnia nas także od naszego wewnętrznego Ja.

W konsekwencji duch się uspokaja, a myśli przestają płynąć w naszej głowie. Praktyka medytacji Tummo, ta mniej rozbudowana i bardziej nadająca się do ćwiczenia (absolutnie nie jest tak drastyczna, jak ta praktykowana przez mnichów), może zwiększyć naszą odporność na infekcje, dodać nam witalności i wigoru w codziennym życiu.

Ale pamiętajmy również o tym, że buddyzm tybetański nie rozdziela umysłu od ciała. To cała ceremonia, ćwiczenia, mistyka, doświadczenia, które są doskonalone latami w pełni wewnętrznej harmonii i równowagi.

Jest to bardzo trudne i wymaga wiele, wiele pracy. Z ciekawostek dodam jeszcze, że holenderski guru sprawności fizycznej, Wim Hof zwany „Iceman” praktykując techniki przypominające Tummo stał się bardzo odporny na niskie temperatury. Jako pierwszy człowiek na świecie biegał na bosaka po Arktyce, jak również zdobył szczyt Mount Everest i Kilimandżaro ubrany w szorty. Ustanowił 20 rekordów świata znosząc długoterminowy, bezpośredni kontakt z lodem. Ostatnio też przebiegł 42 km po pustyni namibijskimi nie pijąc ani kropli wody. Te i inne doświadczenia opisuje w swojej książce „Way of the Iceman”, która zaskoczy nas jego wspaniałymi opowieściami.

Wszystkich korzyści płynących z praktyki Jogi nie da się opisać słowami ponieważ większość z nich z nich to stany wewnętrzne. Uczymy się poznawać siebie i swoje energie, uczymy się w prawidłowy sposób odnosić do naszego ciała, poznawać jego granice, akceptować je, szanować i rozwijać w sobie poczucie miłości. Regularne praktykowanie technik sprawia, że budzi się w nas uczucie radości, życzliwości, współczucia, pewności siebie, poprawia się nasze zdrowie, nasza samoocena. Jak za pomocą czarodziejskiej różdżki znikają lęki i nagromadzony stres.

Mamy ochotę robić coś dla innych i ogólnie zaczynamy tych „innych” dostrzegać. Budzi się nasza mądrość, ciekawość i chęć rozwoju wewnętrznego. Jesteśmy na tej ziemi po to, by na niej być. Nie musimy wycinać skrawków czasu z naszych żyć, by nauczyć się jak żyć– powinniśmy tylko otworzyć się na to wewnętrzne światło które przepełnia każdego z nas. Jak pisał A. Powell Davies “ Życie jest po prostu szansą na wychodowanie duszy”.